„FAKE NEWS” – Jaką rolę pełnią „fałszywki informacyjne” ?




7 marca, zorganizowałem w Parlamencie Europejskim dyskusję o rosnącym, niestety, znaczeniu rozpowszechniających się błyskawiczne w Internecie „fałszywek informacyjnych”. Ostatni rok pokazał to zjawisko jako ważne dla biznesu internetowego ( reklamy przy przekazywaniu sobie tych „informacji”) oraz kluczowe dla politycznych batalii i wyników wyborów. Ale to zjawisko jest także niebezpieczne dla demokracji oraz opartego na faktach i wiedzy, a nie „fałszywkach” i stereotypach – modelu mediów i sposobu rozumienia świata przez zwykłych ludzi. Debatę prowadził Dan Roberts z ” Guardiana”, korespondent tej gazety w Waszyngtonie do końca grudnia 2016 roku ( czyli rozumiejący naturę „fałszywek informacyjnych” w kampanii Trumpa). Ważny głos w dyskusji mieli: Richard Allen z Facebooka, profesor Josef Drexl z Instytutu Maxa Plancka oraz Bartosz Wieliński z „Gazety Wyborczej”.

Dyskusja byłą gorąca i przyniosła wiele wniosków, o których warto napisać dodatkowo. Dzisiaj, chcę przedstawić – swój poszerzony głos wprowadzający do tej debaty w kilku punktach.

Po pierwsze. Jaki jest kontekst szerokiej, globalnej dyskusji o „fałszywkach informacyjnych” (ang.fake news), jak wielkie znaczenie to zjawisko ma obecnie ?

Czy jest to problem dotyczący funkcjonowania pewnych algorytmów na niektórych platformach oraz w niektórych kanałach komunikacji?

Algorytmów, które de facto dzielą nas według zasady profilowania marketingowego. Jeżeli czytamy prawicowe treści – to automat algorytmu nas profiluje i uznaje, że to nasza preferencja ( jak przy wyborze zielonego koloru ubrań, czy piaskowych plaży na wakacje). Póżniej dostajemy więc szybszy dostęp do informacji o prawicowym charakterze. Ten model techniczny i biznesowy – może nas skazać na nieustanne atakowanie przez treści „fałszywek informacyjnych”, które nam nie odpowiadają, albo – odwrotnie: odpowiadają. W efekcie żyjemy w „balonach informacyjnych”, informacje docierające do nas – są filtrowane ( „filter bubbles”). Tracimy możliwość rzetelnego przeglądu informacji i dostępu do źródeł.

Czy może – jest to sprawa neutralności administratorów platform w stosunku do treści, a także, trudności w ocenie: co jest prawdą, a co fałszem, co jest mową nienawiści, a co jest tylko emocjonalnie wyrażoną opinią?

Do tej pory administratorzy nie odpowiadali za treści. Obowiązywała, i generalnie obowiązuje zasada, że platforma internetowa jest jak słup ogłoszeniowy. Każdy może coś tam powiesić – ale właściciel słupa nie ponosi za to odpowiedzialności. Coraz częściej jednak mówi się o potrzebie odpowiedzialności – za treści nielegalne, za wzywanie do przestępstw, za mowę nienawiści łamiącą prawo. W dyrektywie o walce z terroryzmem, administratorzy platform zostali zobowiązani do zdejmowania treści wzywających do radykalizmu. A ostatnio – żąda się na przykład od Facebooka, by usuwał „fałszywki informacyjne” – nie patrząc zresztą na problem ocenienia i wskazania, co jest, a co nie jest prawdziwe. Facebook nastawił się na „flagowanie” tekstów, które odbiorcy uznają za nieprawdziwe, lub niegodne upowszechniania. I daje dzisiaj nam narzędzia do zarządzania treściami, które do nas docierają.

Czy – patrząc z jeszcze innej perspektywy – jest to słabość mechanizmu „powiadamiania i usuwania” (ang. notice and take down)? To mechanizm pozwalający domagać się od administratora zdjęcia określonych treści wraz z podaniem uzasadnienia.

Czy jest to brak możliwości ustanowienia instytucji, grup lub zautomatyzowanych algorytmów szybko sprawdzających fakty?

Mówi się o tym dużo. Jak sprawdzać prawdziwość faktów, szczególnie w niejasnych sytuacjach, z ograniczonym dostępem do źródeł? Duże firmy mogą wprowadzić takie reguły ( choć to kosztowne), ale małe platformy ? Czy dziennikarstwo samo w sobie nie powinno wygenerować mechanizmu sprawdzania wiarygodności faktów ? Choć przecież siła i sukces „fałszywek informacyjnych” wzięły się z tabloidów, z tabloidalnego sposobu widzenia świata i uprawiania dziennikarstwa. Więc środowiska wydawców powinny zacząć porządkowanie spraw od siebie, a nie tylko od kanałów przekazu internetowego.

Czy może jest to brak wysokiej jakości dziennikarstwa, szczególnie w czasach, w których funkcjonowanie tradycyjnego modelu mediów zbiega się z ekspansją mediów elektronicznych? I liczy się szybkość bylejakiej informacji, niż jej wiarygodność.

Wreszcie, czy jest to problem sprowadzający się do pytania: czy należałoby do przepisów i regulacji dodać coś, co byłoby ważne i skuteczne z punktu widzenia zapobiegania rozpowszechnianiu „fałszywek informacyjnych”, czy może raczej jest to kwestia następująca: w jaki sposób kompletnie zmienić architekturę zarządzania Internetem?

To ważne pytanie: bo totalna zmiana architektury zarządzania Internetem, np.przeniesienie wszystkich reguł z prawa papierowego ( prawo prasowe) do prawa cyfrowego – zniszczyłoby specyfikę cyfrowego świata, w tym jego swobody, swobody użytkowników.

Kluczową zatem sprawą jest zrozumienie zjawiska „fałszywek informacyjnych”, ponieważ fałszywe wiadomości stają się skutecznym narzędziem walki politycznej i starć politycznych. Te starcia mają miejsce nadal. W dobie „polityki post-prawdy” nasiliły się bardzo mocno.

Po drugie. Trochę – w metaforyczny sposób – o modelach uprawiania polityki.

Kilkanaście lat temu podstawą polityki były dowody i rzetelna analiza sytuacji i problemów, a jej celem było rozwiązywanie problemów, także dostrzeganych w dalekim dystansie czasowym. Ważne były umiejętności analityczne, a kluczowe znaczenie miało budowanie priorytetów rozwojowych i wskazywanie celów – dla debat publicznych, strategii długoterminowych, zwiększania praw i angażowania wszystkich interesariuszy. Zadanie było następujące: jak sprzedać rozwiązania – w pozytywnym sensie – oraz w jaki sposób przekonać społeczeństwo do rozpoczynania reform, do zmieniania świata, z rozumieniem interesu społecznego w dalekim dystansie.

Ostatnimi czasy stało się jasne, że polityka coraz bardziej przypomina grę marketingową – toczącą się tu i teraz, wokół spraw widzianych w perspektywie: tu i teraz.

To ustanowiło nowy model konkurencji na arenie politycznej. Nowa zasada brzmiała: dostosować decyzje o wdrażaniu tej czy innej polityki do badań sondażowych, w tym takich – które mogłyby rzutować na wyniki wyborcze. Okazało się, że politycy postanowili ograniczyć swoje cele do oczekiwań ludzi. Okazało się, że bardzo często te oczekiwania i potrzeby tworzone były przez tabloidy i przez nowego rodzaju komunikację medialną. Zadanie było następujące: jak sprzedać skrojone na miarę – tych realnych i wyobrażanych oczekiwań – produkty, aby zrealizować przyszły praktyczny cel: wygrać wybory i utrzymać władzę.

A co się dzieje teraz?

Teraz, żyjemy w czasach, w których polityka opiera się głównie na emocjach. Nie ma potrzeby, aby ktoś posiadał propozycje zbioru wiarygodnych rozwiązań. Nie ma potrzeby, aby ktoś odnosił się do zbioru prawdziwych, głębokich oczekiwań. Istnieje potrzeba wywoływania i podsycania silnych emocji. A to stanowi mocne podłoże populizmu.

Zaczyna się od pokazywania zagrożeń, budzenia lęków – jak bardzo przydają się wtedy „fałszywki informacyjne” ! Zaczyna się od emocji – nie od faktów, czy od realnej oceny sytuacji. Jak łatwo jest wywoływać te emocje, a następnie bardzo szybko rozpowszechniać je w społeczeństwie. Jak łatwo jest zapalić płomień, a od niego ludzkie umysły. Oto na czym polega zadanie: jak stworzyć plemienną, quasi-religijną społeczność, która stałaby się silnym wsparciem dla autorytarnego modelu rządów i jak utrzymać władzę w swoich rękach przez długi czas. Jednym z najlepszych środków do tego stał się Internet.

Po trzecie. Paradoksalnie, Internet – najbardziej demokratyczny wynalazek w historii od czasów Gutenberga – taki, jakim go znamy teraz, ten dzisiejszy Internet – obecnie staje się niszczycielską siłą, niszczycielską siłą dla demokracji!

Trzeba podkreślić – demokracja to bardzo wyrafinowany i cenny ekosystem: dla kultury obywatelskiej, dla sprawowania kontroli i utrzymywania równowagi pomiędzy organami władzy a innymi instytucjami, dla pełnego poszanowania wszelkiego rodzaju mniejszości, dla zgodnego rozwiązywania problemów, a nie dla panowania większości nad mniejszością. Zjawisko „fałszywek informacyjnych” podkopuje demokrację, a wspiera populizm i polaryzację. Buduje skrajny nacjonalizm – albo skrajne lewactwo, choć dzisiaj w świecie widać głównie zagrożenie rosnącym nacjonalizmem. Skrajna polaryzacja społeczeństwa – jako polityczne narzędzie populizmu – wywołuje ciągłe napięcia i sprawia, że obozy polityczne przypominają bańki mydlane, w których ludzie o zamkniętych umysłach żyją tak, jak gdyby znajdowali się na wyspach odciętych od reszty świata. Członkowie jednego społeczeństwa żyją w dwóch odrębnych światach. Trzeba umieć wskazać – kto i po co to zainicjował. I zrozumieć, że „fałszywki informacyjne” cyfrowych sieci stały się po prostu i niestety narzędziem prymitywnej, ale skutecznej propagandy.

I na koniec. Jak możemy na to reagować, jak musimy na to reagować?

Jeżeli chcemy strzec liberalnej demokracji, jeżeli chcemy ocalić liberalną demokrację, musimy działać wspólnie. Ale nie potrzebujemy narzędzi cenzorskich. Powinniśmy być ostrożni rozpoczynając debatę na temat restrykcyjnych przepisów, dla internetowych platform i kręgów społecznościowych – jeżeli takie przepisy mielibyśmy uważać za rozwiązanie wszystkich problemów.

Potrzebujemy promocji: lepszego zrozumienia problemu aktualnego modelu polityki oraz zjawiska „fałszywek informacyjnych”, a także silniejszej współpracy wszystkich partnerów.

8 marca 2017

Michał Boni, Poseł do Parlamentu Europejskiego

Tekst ukazał się na moim blogu w portalu NaTemat.