Dyskusja o praworządności w Polsce na Komisji LIBE


Moje wystąpienie w sprawie procedur ochrony praworządności w Polsce:

Jest w Polsce tak, jak mówią obecnie rządzący: nie cofniemy się ani na krok! I nie cofają się przed ostrzeżeniami instytucji międzynarodowych – co usiłuję zrozumieć, choć nie mogę tego zaakceptować. Ale nie cofają się także pod presją własnych obywateli.

Nawet tak dramatyczną, jak samospalenie Piotra Szczęsnego. Kiedy – ludzie szczególnie i aż do bólu wrażliwi – decydują się na śmierć: znaczy to o wiele więcej, niż nam się wydaje. Nie cofają się pod presją tak odpowiedzialną, jak manifestacje światła i spacery uliczne pod sądami w lipcu, za co teraz już prawie 600 osób jest nękanych postępowaniami nakazowymi, mandatami karnymi, tymczasowymi zatrzymaniami, spisywaniem.

Nie cofają się pod presją tak zasadniczą dla demokracji, jak potrzeba ochrony danych osobowych uczestników konsultacji, czy osób składających zeznania majątkowe, nie mówiąc o ochronie prawdziwych sygnalistów. Sygnaliści w Polsce mają mieć stempel od prokuratora – to zupełnie inna wizja, niż w świecie. Rządowa propozycja ustawy o orwellowsko brzmiącej nazwie: Ustawa o jawności  – staje się naprawdę jakby skrojona według słynnej książki „1984”.

Rządzącej partii nic nie obchodzi obywatelski bunt organizacji sędziów przeciw rosnącej fali zwolnień prezesów sądów, wymiataniu personalnym w sądownictwie – co powoduje, że nowi sędziowie kasują wcześniejsze uniewinnienia osób protestujących. Wszystko to znaczy o wiele więcej, niż nam się wydaje.

Precyzyjnie, dzień po dniu – część obywateli, ta – która demokrację rozumie tak, jak w całej Unii: traci swoje obywatelskie uprawnienia. Eliminuje się kolejne normy i zwyczaje, które są jak powietrze dla kluczowych swobód państwa prawa.

Jedno tylko pytanie. Czy ze swojego europejskiego doświadczenia pamięta Pan jakiś kraj Unii Europejskiej, którego rząd deptałby tak bezwzględnie prawa obywatelskie swoich obywateli?

Michał Boni, MEP

6 listopada 2017