Duma i pogarda




Dwa lata temu zmienił się bieg Polskiej Historii. Wybory postawiły tamę polskiemu rozwojowi splecionemu przyjaźnie z europejską drogą  rozwiązywania wspólnych problemów. Stajemy się w Europie skansenem skamielin. Marginalizujemy się tak bardzo, że mimo dumnego wołania – nikt nie będzie słuchał tego, co mówimy. Będziemy odległą wyspą.

Jak się okazało, wybory postawiły tamę instytucjom gwarantującym demokrację. Rozbito Trybunał Konstytucyjny i opluto jego sędziów, podminowano niezawisłość systemu sądownictwa rozpętując propagandę insynuacji, zniszczono niezależność służby cywilnej w administracji – traktując niezależnych urzędników jak podbitych niewolników. Wprowadzono możliwość inwigilacji w Sieci na olbrzymią skalę, w imię jawności życia publicznego rozkwitnie usłużne donosicielstwo, a dostęp do informacji publicznej zostanie ograniczony. 

Bo obywatele w obecnym sposobie sprawowania władzy nie są potrzebni – ani żeby im służyć, ani żeby ich szanować.

Publiczną telewizję zamieniono w orwellowską propagandę siejącą nieprawdę i nienawiść.   Dziennikarze tej propagandy są jak politruki. Organizacje obywatelskie wpasowano w klatkę Narodowego Instytutu Wolności, a deforma edukacji ma wyhodować posłusznych obywateli wpatrzonych w przeszłość, ale gubiących się w przyszłości.  Bardziej mamy być Polakami, niż obywatelami czy istotami człowieczymi. 

Bo w myśleniu obecnej władzy najważniejszy jest czas teraźniejszy  – przeszłość jest fundamentem tego, co teraz. Ale to TERAZ ma trwać wiecznie. Demokracja jest systemem zmian i potrzebuje obywateli. Autokracja jest systemem stabilnego trwania i potrzebuje posłusznej wspólnoty.

Wielki protest nauczycieli i obywatelska prośba o referendum w sprawie gimnazjum zostały olane. Manifestacje wszystkich pokoleń w przeszło 100 miastach w lipcu dały poczucie obywatelskiej siły, ale manipulacje polityczne Prezydenta oszukującego własnych obywateli musiały przynieść gorycz. Bunt rezydentów, który jest wołaniem o godność zawodu lekarza, ale też i pacjenta – jest spychany pod dywan spraw publicznych. Rządzący śmieją się z tego protestu. Jedynie Czarny Protest przyniósł efekt w postaci zmienionej przez Naczelnika Kaczyńskiego decyzji. I jedynie samorządy są jeszcze ostoją świata demokratycznego, choć walka trwa: poprzez oszczerstwa przeciw prezydentom miast, poprzez paralizator CBA działający na marszałków regionów. 

Obywatele uczą się więc nowej dumy, dumy przegrywających, ale walczących o słuszną sprawę. Czuję to rozmawiając z dziewczynami z Czarnego Protestu, pełnymi dobrych emocji liderami Akcji Demokracja czy Młodych 2017. Czuję to rozmawiając z politykami opozycji, z których coraz większa część rozumie, że w tej batalii nie chodzi o władzę, o to – kto jest silniejszy, ale chodzi o Polskę. Dumna Polska, to Polska wolności i demokracji, szacunku dla KAŻDEGO. 

Ale naprzeciw Naszej DUMY – jest ich POGARDA dla nas. Że jesteśmy gorsi, że jesteśmy elitarni ( połowa narodu ?), że nie kochamy Polski, bo nie kochamy mitu smoleńskiego, że nie mamy narodowej dumy, bo chcemy rozmawiać z Niemcami o wspólnych europejskich interesach, a powinniśmy domagać się reparacji, co wypomniał mi ostatnio na Klubie Obywatelskim pewien młody człowiek w Czarnej Koszuli. I że nie jesteśmy wrażliwi społecznie, bo uczymy się, by zdobyć lepszą pracę, bo dajemy z siebie wszystko, by poprawiać byt naszych dzieci.

Oni też mają swoją Dumę. Wyrasta z poczucia niesprawiedliwości, jakiego doznali realnie, albo uznali, że jakoś doznali.  Opiera się na ważnych narodowych wartościach, które ich cementują, dają quasi-religijną siłę i poczucie wspólnoty. Ta duma osadza się jednak na poczuciu wyższości wobec innych. Dla nas Polaków: uchodźcy nie są ludźmi – są groźnymi wrogami. Trzeba się ich bać  – a najlepiej z lękiem dać sobie radę wówczas, gdy można kogoś, kto ten lęk uosabia – sponiewierać.  Słowem i czynem – i tak rodzi się wzorzec postępowania:  od mowy nienawiści do czynów nienawiści. A dodatkowo –  strach rozładowuje władza. Bo to ona otacza nas opieką.

Obecna władza równocześnie dystrybuuje strach i dumę. I daje poczucie pewności tym, którzy go potrzebują w takim właśnie, populistycznym kształcie. Duma z Orła na piersiach, 500 plus w kieszeni, mocni liderzy, i możliwość nieskrępowanej nienawiści wobec tych, którzy są inni, odmienni, myślą inaczej – nie chodzi wyłącznie o religię, kolor skóry, ale także poglądy. Sąsiad  staje się wrogiem. Nie tylko tak  – jak Żydzi w Jedwabnem. Ale jak Polacy z innego domu, bo głosowali na złodziejską Platformę, czy lewackich zboczeńców, czy tylko dlatego, że się dorobili. To jest język i świat znaczeń, który buduję siłę i dumę, ale też i pogardę jednych do drugich. 

Dwa lata po wyborach –  taka jest dzisiaj Polska. Skrajnie podzielona. 

Mamy dwie Dumy. Mamy dwie Polski. Obyśmy nie mieli dwóch Pogard.

Trzeba unikać nienawiści, choć aż korci atakowanych, by atakować tak samo. Będzie oznaką obywatelskiej odpowiedzialności  – jeśli walcząc o to, co uznajemy za Wolną i Demokratyczną Polską nie ulegniemy pokusie nienawiści. Mamy mieć emocje, bo w świecie dzisiejszej polityki, to emocje, silne przywództwo i szeroki front koalicyjny decydują o wygranych – i tak będzie też w Polsce.  Ale powinniśmy znaleźć i  uruchomić emocje dobre, pozytywne.

Pytam: czy to możliwe, żeby wyłącznie błędy rządzenia w ostatnich latach przed 2015 wygenerowały taką zmianę społeczną i odwróciły bieg polskiej historii ?

Pytam: czy to możliwe, że Polacy w takiej skali naprawdę są tacy: nienawistni wobec części swoich współziomków, wobec obcych, zamknięci na świat i Europę, nie dostrzegający więcej, niż własna kieszeń, treść kazania proboszcza, emocje przekazów Radia Maryja ?

Pytam: co się stało z Andrzejem Dudą, którego pamiętam jako ostrego polityka w Kancelarii śp. Prezydenta Kaczyńskiego, ale też jako rzetelnego urzędnika, pełnego smutku i woli działania w dniach po katastrofie smoleńskiej ?

Pytam: czy wyniki sondaży tak dobre dla rządzących obecnie – są wynikiem  wiarygodności ich rządzenia, czy wyrazem słabości opozycji i jej kontr-propozycji ?

Pytam: gdzie są niezdecydowani ? Co myślą i czują ? Czy mogą żyć w takim dystansie do tego przełomu w polskiej historii ?

Nie ma prostych odpowiedzi na te pytania. Tak po prostu działa alchemia Historii. Krążąc między przewidywalnym a nieprzewidywalnym. W 1987 roku nie było perspektywy 1989 roku i zwycięskich wyborów Solidarności 4 czerwca. W 1916 roku, nawet mimo Legionów Piłsudskiego nie było perspektywy  odzyskania niepodległości w 1918 roku. A w 1976, kiedy zakładano KOR – nie było żadnej perspektywy Sierpnia’80.

Dylemat jest taki: czy stanąć przed niewiadomą w bezradności, czy stanąć przed tym, co widać dzisiaj – w neutralnym milczeniu, czy pomyśleć: o własnej dumie obywatelskiej i coś, na jakąś skalę  zacząć robić.

Z kilku prostych powodów.

Żeby nasze dzieci i wnuki miały szkołę przyszłości i otwarte głowy. Żeby nasi przedsiębiorcy byli sprawnie obsługiwani i szanowani, a nie śledzeni i ciągle o coś podejrzewani. Żeby niepewność prawna nie zabijała chęci inwestowania w Polsce. Żeby sędziowie byli niezawiśli, sprawnie i uczciwie wykonywali swoje zadania. Żeby państwo było neutralne i nie wchodziło do naszych domów, łóżek, komputerów, i nie kazało nam szukać normalnej apteki, w której kupimy wszystko to, czego potrzebujemy – gdzieś chyba za granicą. Żeby media publiczne bezstronnie pokazywały świat pomagając nam wszystkim go rozumieć. Żebyśmy zamiast toczyć batalię o żubry i łosie – mogli naprawdę walczyć ze smogiem i ocalić polskie jeziora, lasy, morze i góry w obliczu wielkiej środowiskowej destrukcji. Żeby zamiast jałowej gadaniny o innowacji – naprawdę zrobić skok cyfrowy i pokazać nam wszystkim, jak można zmienić usługi zdrowotne używając nowych technologii. Żeby kultura nie musiała walczyć o swoją niepodległość z władzą tak, jak trzeba było to robić w czasach zaborów. Żeby wszystkie organizacje obywatelskie były szanowane i miały dostęp do środków publicznych. Żeby prawa kobiet naprawdę zacząć respektować – wszystkie bez wyjątku tak, jak robi to świat współczesny w wielu krajach. Żebyśmy zrozumieli, że związki partnerskie to prawo do swobody układania własnego modelu życia, a nie wyrodny grzech. Żeby populistyczne zagrywki nie podważały stabilności i bezpieczeństwa finansów publicznych. Żeby trwały rozwój gospodarczy dawał nam poczucie satysfakcji i bezpieczeństwa na co dzień w długiej perspektywie, co najmniej trzy pokolenia wprzód. Żeby nie zamieniać polskiej armii w atrapę wojska. Żeby egoizm Polaków ustąpił zdolności do współpracy i otwartości na innych, inne światy, inne rozwiązania, niż tylko te, które mają narodowy stempel.  

I wreszcie – żeby polskich szans na przyszłość nie zabiła wewnętrzna nienawiść.

Michał Boni

29 października 2017

Tekst ukazał się na moim blogu w serwisie NaTemat.