Wiktorowi Osiatyńskiemu…




Jest wieczór po pogrzebie Wiktora Osiatyńskiego. Były piękne przemówienia mądrych i doświadczonych osób. Była piękna muzyka. W popołudniowym spotkaniu wspominkowym w „Gazecie Wyborczej” uczestniczyli przyjaciele, dziennikarze, obrońcy praw człowieka, profesorowie i Anonimowi Alkoholicy, którym Wiktor pomagał – nie tylko w tym, jak rzucić picie, ale głównie w tym: jak żyć z nie-piciem.

I była Ewa Woydyłło-Osiatyńska – żona Wiktora. Jego Najważniejszy Dobry Anioł.

Odpowiedź na pytanie: jak żyć z nie-piciem stała się kluczem dla dojrzałego życia Wiktora.

To najpierw krucha, pielęgnowana każdego dnia, w ciągu każdych 24 godzin – odwaga, by nie pić, czyli nie rozwiązywać swoich problemów alkoholem – która z biegiem czasu dawała nie tylko poczucie heroizmu, ale i radości ze zwykłych, pięknych rzeczy. Trzeźwienie – to otwieranie oczu, uszu, dotyku, węchu, smaku. To otwieranie zmysłów. To poznawanie siebie, wsłuchiwanie się w siebie, i lubienie samego siebie. Dopiero jak polubisz siebie – możesz naprawdę lubić innych. Dopiero, jak usłyszysz siebie – możesz naprawdę zacząć słuchać innych. Dopiero jak zaczynasz rozumieć siebie – możesz naprawdę rozumieć świat i innych. Dopiero jak innych przeprosisz za to, co mogłeś im zrobić – zdobywasz siebie nowego. I przestajesz wymuszać współczucie.

Obniż domowe rachunki z nc+! Internet w całym domu + 106 kanałów TV w promocyjnej cenie 77,98 zł/mies. do końca roku!

Nie znaczy to, że tylko trzeźwiejący alkoholicy mają taki dar – przemieniania siebie. Ale oni mają ten dar tylko dlatego, że to jedyny ratunek dla ich życia. Ratują swoje życie – i to ich oczyszcza. Nas – oczyszcza, gdy w kręgu znanych i nieznanych osób siadasz i mówisz: mam na imię Michał i jestem alkoholikiem. Ta droga – od szaleństwa emocji do codziennego rachunku wdzięczności: że wytrwałem, że zrobiłem coś dobrego, że się nie uniosłem, choć byłem blisko, że pokonałem pychę i zrobiłem miejsce pokorze – jest drogą żmudną. Ale jak się nią idzie – to widać innych ludzi, to ptaki śpiewają, to niebo naprawdę bywa niebieskie, to serce i rozum się jednoczą.

Dziękuję Ci Wiktorze, że jak wielu, wielu innym – i mnie pomogłeś zrozumieć, że warto iść drogą trzeźwienia.

Świat wirował, a okręt płynął bajecznie – w nieznanym kierunku. Jak „Statek pijany” Rimbauda. To jest właśnie doświadczenie uniesienia alkoholowego, które niesie alkoholika przez bezdroża knajp, rozmów, butelek, w niebiańskiej odysei. Mówi się potocznie – „popłynąłem”…

Kiedy 17 lat temu kończyłem to „płynięcie”, nie wiedziałem, jakie światy, oceany, drogi się otworzą. I patrzyłem na Ciebie, Wiktorze – jak na Odyseusza, który przepłynął wszystkie zakręcone alkoholem szlaki, by w końcu stać się Podróżnikiem płynącym po coś, w jakimś celu, budując siebie. I siebie dając innym. W taki sposób, że dzisiaj każdy z nas, z Twoich rozmówców może powiedzieć – otrzymałem coś od Ciebie, Wiktorze: Twoją uważności.

Byłeś, nie! Jesteś – bo nie chcę używać czasu przeszłego – mistrzem wielu dziedzin. I jesteś dlatego, że pozwoliłeś samemu sobie zbudować siebie. I oprzeć to budowanie – na trzeźwym osądzie…

Płyń dalej Odyseuszu.. Jak jeden z niewielu wiesz naprawdę, jak i gdzie płynąć…

Michał Boni

12 maja 2017

Fot: www.wiadomosci.gazeta.pl