To idzie Wolność! w Na Temat




Jest inaczej. Kiedy idziesz w tłumie „spacerowiczów” przez Krakowskie Przedmieście i Nowy Świat spod Pałacu Prezydenckiego, czy Sądu Najwyższego pod Sejm, albo do parku na tyłach budynku Senatu, to czujesz moc wspólnoty, swobodę oddechu w piersiach – i mimo głośnego skandowania różnych haseł w walce o wolność – masz uśmiech na twarzy. Nie jesteś sam. Jest nas bardzo dużo.
I tworzymy nową mapę Warszawy – mapę obywatelskiej niezgody na dyktatorsko-pisowskie zawłaszczanie państwa. Powstają miejsca symboliczne, które powinny trwać, bo tak się buduje wspólnota, i tak powstaje pamięć nowego doświadczenia, nowej emocji. Brakowało nam tego spoiwa – jako obywatelom.

Są ci, których pamiętasz ze szkoły podstawowej i lata ich nie widziałeś. Są ci, z którymi byłeś w liceum – i nie możecie zrozumieć, co stało się z waszym, wtedy fantastycznym kolegą Piotrkiem Glińskim. Są ci, z którymi spotykałeś się w podziemnej „Woli”. Są ci, wtedy w kolportażu – szeptem mówi kolega, że już musi wracać do domu, bo słaby jest, bo ma raka……To pokolenie, które w 1989 roku w dużej części uznało, że zaczyna się czas nieodwracalnej wolności. Jak zaglądasz do Namiotu Obywatelskiego pod Sejmem, to widzisz legendy oporu podziemnej „Solidarności” z Wrocławia i Warszawy, ludzi „Tygodnika Mazowsze”. Dziewczyna mówi: mam 69 lat, ale muszę tu być. Frasyniuk pyta młodych na manifestacji, mówiąc, że sam jest z najlepszego rocznika – 1954, który rocznik jest najlepszy wśród młodych. Odkrzykują – 1989 ! Symbolicznie – rocznik Wolnej Polski staje się rocznikiem walki znów o Wolną Polskę.

Jest inaczej w Warszawie, Poznaniu, Wrocławiu i wielu, wielu polskich miastach i miasteczkach. A tam przyjście na protest wymaga naprawdę odwagi, bo nie ma siły i bezpieczeństwa, jakie daje tłum. W Sierpcu pod sąd przychodzi protestować jedna, odważna osoba ! I jest to zjawisko, które się potęguje. Wbrew murom, które rosną poprzez słowa wypowiadane przez aparatczyków pisowskiej władzy. Bo wierzymy temu, czego nauczył nas śpiewać Kaczmarski, a co Dorota Stalińska wyśpiewała na nowo z ogromną mocą: „ …a mury runą, runą, runą i pogrzebią stary świat”.

Bo właśnie od paru dni, w tej broniącej wolności Warszawie, w całym kraju – w marszach, manifestacjach, z pieśniami, okrzykami, ze świecami i w akcjach są też nasze dzieci, a wnuki niektórych. Blokują Sejm, karane mandatem – odmawiają zapłacenia. Idą obywatelsko na zwarcie z coraz bardziej opresyjnym państwem. Przychodzą codziennie i przychodzi ich coraz więcej. Nie dyskutują o polityce. Na mnie – jako polityka patrzą z pewnym dystansem. Ale też mają w sobie determinację. Jest coś pozytywnie rytualnego w rytmicznym, czterokrotnym powtarzaniu przez nas – protestujących, nazw miejscowości, skąd pochodzą senatorowie PiS mający zagłosować nad ustawą o Sądzie Najwyższym – jeszcze mogą zachować się moralnie….I później w rytm bębna wykrzykujemy ich nazwiska z lekkim jęczeniem, jak robiła to w swoich litaniach Piwnica pod Baranami. Co parę okręgów wyborczych i nazwisk – skandowanie: „Będziecie siedzieć!”. Rozglądam się po twarzach, nie ma w nich nienawiści. Jest głębokie moralne przekonanie, że za realne złamanie Konstytucji powinna być nieuchronność kary.

W tych dniach lipcowych Konstytucja nabrała niesłychanego znaczenia. Wielka lekcja. Słuchamy jej i uczymy się jako obywatele – rozumieć ją i przestrzegać. Na naszych oczach w świecie szalejącego populizmu i śmieci uznawanych za wartości – rodzi się polityka wartości.

Słyszę, jak 20 latek rozmawia z babcią: teraz to nasz obowiązek, to nasze zadanie. I słyszę, przed akcją blokady przekazywane instrukcje: kiedy policja do Was podchodzi i Was chwyta: wiotczejecie….. To jest lekcja biernego oporu. To jest lekcja Gandhiego.

Nie ma znaczenia, czy ci młodzi sympatyzują z Akcją Demokracja, Inicjatywą Razem, czy Inicjatywą Feministyczną, młodymi siłami KOD-u, czy Kampanią Przeciw Homofobii. Są różnorodni, ale otwarci na siebie, i teraz: uczą się w ekspresowym tempie być i działać wspólnie. Odważnie ze sceny mówią: jesteśmy za uchodźcami, za akceptacją różnorodności seksualnej, za mniejszościami. I my – starzy zaczynamy się ich uczyć i od nich uczyć, choć i oni chcą się od nas uczyć.

Jest coś istotniejszego w tej zmieniającej się Warszawie, niż polityczne podziały – obywatelskie rozumienie tego, o co chodzi dzisiaj w Polsce naprawdę. Kiedy prof. Rzepliński na demonstracji pod Sądem Najwyższym ma długi wykład od prawach fundamentalnych i tym, co to znaczy być obywatelem – nikt się nie nudzi. Kiedy liderzy PO, Nowoczesnej i PSL mówią o zjednoczonej opozycji – zwątpienie przeradza się w nadzieję. Ważne, żeby ta nadzieja i obietnica stały się realnością. A kiedy przemawiają Kamila Gasiuk-Pihowicz i Borys Budka, to zaufanie w tłumie rośnie i czuje się, jak przebiega iskra. Nie wolno tego zgubić, nie wolno roztrwonić tej energii. Niech to, co ma się rozwijać – rośnie. Dziś przede wszystkim nie wolno przeszkadzać w tym procesie możliwej – mam nadzieję – samointegracji.

Piękne są te łańcuchy światła nadziei. I śpiewany wtedy hymn, albo mocny głos Jerzego Radziwiłłowicza czytającego preambułę do Konstytucji. Ciarki przechodzą. Powstaje nowy symbol. Bunt i protest przeciwko podporządkowaniu sądów politykom, przeciwko zniszczeniu ich niezawisłości uzyskuje siłę, bo są ci, którzy protest prowadzą; bo są hashtagi w komunikacji społecznej w sieci, które o tym mówią i wzmacniają jedność buntu; bo są okrzyki, które wspólnie wznosimy; bo wiemy, że idziemy na manifestację ze świecą, by szukać nadziei – ale nie ze świecą w znaczeniu porzekadła, tylko z rosnącą mocą naszej determinacji; bo mamy miejsca w mieście, gdzie można się zebrać w obywatelskim nieposłuszeństwie; bo czujemy, że we wspólnocie protestu jesteśmy razem – choć z różnorodnych środowisk, bez politycznej dominacji. I tylko naszej piosenki nam brakuje, ale powstanie…..Tak, jak film z tych dni, który w analogii do „Robotników 80” powinien się nazywać „Obywatele 2017”.

Polityka bywa przewidywalna, i wtedy jest jak zapis równania chemicznego. Ale najciekawsze są zwroty w historii i polityce, które dokonują się z niezapowiedzianą mocą, jak fenomen alchemiczny. Właśnie teraz w Polsce widać taką alchemię procesu.

Nie ma znaczenia, czy Prezydent skieruje ustawę o Sądzie Najwyższym do Trybunału umywając ręce i skazując ją na niepewność niepewnego i zależnego politycznie od Prezesa Kaczyńskiego obecnego Trybunału Konstytucyjnego. Nie ma znaczenia, czy dla marketingu Prezydent zawetuje ustawę o SN, bo pozostałe dwie – o KRS i o ustroju sądów powszechnych i tak podważą niezawisłość sądownictwa. A jeśli – zgodnie z hasłami z demonstracji zawetuje 3 ustawy, to będzie to początek czegoś trochę nowego, ale tylko trochę. Bo co z deformacją edukacji (start 1 września), bałaganem w zdrowiu (sieć szpitali – 1 października), zagrożeniem dla pluralizmu mediów i prasy?

Jeśli podpisze wszystko, będzie jasne, że niczego nie chce zrozumieć.

W każdym ze scenariuszy – obywatelskie rozbudzenie, między-pokoleniowa energia, obietnica jednoczenia się opozycji są dalej potrzebne. Bo to początek drogi w walce o to, by odzyskać Polskę dla dobrych, obywatelskich, służących każdemu celów. Bo to początek drogi, by upilnować, żeby wybory, które są przed nami były naprawdę wolne. Jest trochę tak, jak było w Polsce w 1987 czy 1988 roku. Tylko wtedy tworząc nową, młodą falę „Solidarności” nie wiedzieliśmy, że w 1989 roku będą wybory. Ale nowy 1989 przyjdzie na pewno.

To idzie wolność ! To idzie wolność, bo idą obywatele.

Michał Boni
22 lipca 2017