To idzie Wolność część II – Obywatele 2017 w Na Temat




Podwójne, niestety nie potrójne – veto Prezydenta otworzyło nowy rozdział w batalii o utrzymanie Polski w kręgu demokracji.

24 lipca rozpoczęło się wielkie debatowanie, co veto Prezydenta Dudy oznacza. Dla niego i jego ewentualnej, politycznej samodzielności. Dla obozu PiSowskiego, który rzekomo zaczyna się łamać i dzielić, o czym myślenie jest wyrazem naszej marzeniowej potrzeby. Dla opinii o Polsce w kręgach międzynarodowych – bo z jednej strony sprawa Polski została wywindowana w przekazach światowych, jak rzadko. Z drugiej zaś – veto Prezydenta to zainteresowanie zdejmie. I bez świateł globalnych mediów będzie można realizować ustawę o ustroju sądów powszechnych, czyli zacząć w sądach Wielką Czystkę – na to liczy PiS. A świat pozostanie bezradny – jak w przypadku zniszczenia w Polsce Trybunału Konstytucyjnego.
Czy vetu będzie towarzyszyła otwarta dyskusja o reformie sądownictwa z udziałem partnerów, z udziałem głosu obywatelskiego, prawdziwych ekspertów, a nie farbowanych lisków, jak jakiś profesorek Polak z USA, który w sobotnim tvn24 bredził niemożebnie o trójpodziale władzy wyróżniając się skrajnie negatywnie na tle spokojnej inteligencji Jana Cieńskiego.

Nie wiemy, bo silna energia obywatelska uwolniona w Polsce w ostatnich 10 dniach pokrzyżowała szyki PiSowcom. Odsłoniła prawdziwe oblicze Kaczyńskiego, nie jako opatrznościowego męża stanu, tylko chorego z nienawiści człowieka szukającego swojej osobistej zemsty. Ta twarz nie ma już siły wyrazu umiłowanego „zbawiciela ojczyzny”. To szekspirowska degradacja polityki, ale jednak degradacja. Podwójne orędzie osób sprawujących najwyższe funkcje w państwie, w prawie tym samym czasie telewizyjnym – jest również degradacją powagi i sensu polityki, nie mówiąc o degradacji marketingowej.

Naprzeciw wściekłości, stalinowsko-goebbelsowskich manipulacji językowych i informacyjnych TVPiSu – stanęli obywatele. Nie same partie polityczne naprzeciw innej partii politycznej, ale obywatele różnych poglądów, przekonań, pokoleń, płci, z różnych miejscowości – dużych i małych, z Zachodu i ze Wschodu kraju. Obywatele dzielący się wiedzą na TT i na Facebooku, używający nowoczesnych komunikatorów, jak choćby aplikacji WhatsApp. To nie bohaterscy robotnicy z Wybrzeża, to nie wściekli na transformację górnicy. To nie chłopi na traktorach blokujący drogi. To nie studenci roku 68. To nie studenci NZS. To nie młodzież wkurzona na ACTA. Po raz pierwszy od lat – to OBYWATELE!

To idzie wolność, bo idą obywatele – napisałem w sobotę 22 lipca. To idzie wolność, to idą obywatele – piszę dzisiaj z jeszcze większym przekonaniem.

Ta WOLNOŚĆ CHCE SIĘ CIESZYĆ SOBĄ. Nie jest naburmuszona dewocjonaliami patriotycznymi i prężeniem się w postawie „na baczność”. Jest wyrazem nowoczesnego patriotyzmu. Kochanie jest radością. Ludzie się śmieją, uśmiechają, łączą w okrzykach i trzymaniu wielkiej polskiej flagi. Mają determinację, nie mają nienawiści. Mówił o tym pod Pałacem Prezydenckim o 18 w poniedziałek Jacek Dehnel, pisarz, artysta słowa. I ostrzegał jak słowa niszczą i zabijają w nas, ludziach zdolność do porozumiewania się. Więc : uważać na słowa i cieszyć się z tego, co się uda. To był dzień sukcesu, choć niepełnego – brakło do szczęścia 3 veta. I radość była, bo też było jasne, że sukces wyrósł z siły protestów obywatelskich, a jego niepełny charakter z politycznej kalkulacji. Wolność, która się cieszy sobą – buduje demokrację, która czyni kluczem rozwiązywania problemów wspólnoty rozmowę, współpracę, dialog. A te są możliwe, jeżeli uczestniczą w nich OBYWATELE.

Ta WOLNOŚĆ CHCE SIĘ DZIELIĆ SOBĄ. To nie jest wolność dla wybranych, dla lepszych z wykluczeniem gorszych i odmiennych. Jej fundamentalną cechą jest sprawiedliwość. Sądy mają równo traktować wszystkich, dlatego muszą być niezawisłe, i dlatego wymagają naprawy – ale nie takiej, jak chciał PiS. Prawo musi wspomagać nasze rozumienie równości. Za obrazę geja, za śmiech z niepełnosprawnego, za pobicie osoby o oliwkowej skórze – musi być kara. Za ubliżanie kobietom przez seksistowskie zachowania – musi być kara. Żeby te kary były skuteczne muszą istnieć nie tylko przepisy, ale norma społeczna. Nowe wzorce.

OBYWATELE’2017 traktują te nowe wzorce kulturowe i obyczajowe jako swój świat. Związki partnerskie w tym świecie są oczywistością, o której nie ma co już dyskutować. Tak, jak za chwilę i w Polsce stać się powinny oczywistością małżeństwa homoseksualne. Ten nowy świat nie obraża religijności tych, którzy wierzą. Bo w ich wyobrażeniu religia jest drogą do upodmiotowienia każdego i każdej, dania mu i jej praw, i szacunku. To są wartości, których nie nazywając religijnymi – obywatele chcą przestrzegać. To jest właśnie praktykowane naprawdę: otwarcie się na różnorodność! Jakże sprzeczne z prowincjonalizmem polskich konserwatystów bredzących coś o zagrożeniach multi-kulti. Pewnie, że w codzienności mentalnej wielu Polaków, to postawa, która już przekroczyła Rubikon. Dlatego tak istotne jest wyjaśnianie sobie świata i spraw trudnych, a nie wzajemne pohukiwanie na siebie.

Ta WOLNOŚĆ CHCE DBAĆ O POTRZEBUJĄCYCH.I nie chcę już słyszeć „bełkociku” publicystów mówiących o zagrożeniu lewactwem. Potrzebującym może być każdy. Każdy ze względu na to, że definiujemy go jako OBYWATELA, który ma swoje prawa nie tylko do szans, ale i do realnego wsparcia, kiedy to potrzebne. Do mądrej polityki państwa i samorządu trafiającej w potrzeby obywateli. Więc rodzi się troska o biedę miejską, o wyrzucanych na bruk. Więc rodzi się troska o poniżanych, którym odbiera się szanse poprzez stygmatyzowanie ich pozycji społecznej. To jest troska, która ma utwierdzać każdego w jego wolności i człowieczeństwie, a nie w tym, że jest przedmiotem troski. To, co zrobiło 500+ jest potrzebne, ale sposób „dawania” musi o wiele bardziej wynosić godność człowieka i rodziny, a nie je poniżać. Tak mówił i widział sprawy ludzi Jacek Kuroń. Jego myśl wraca. Jego szkoła patrzenia na ludzi wraca – myślę, że przebudowując mechanizmy demokracji liberalnej, a nie je kwestionując.

Ta WOLNOŚĆ JEST KOBIETĄ. Widać w Polsce siłę kobiet. Widać ich mądrość. Widać ich dojrzałość nie tylko do walki o swoje prawa, ale do bycia w tych prawach, jako prawach człowieka i obywatela. W tym świecie wolności, która jest kobietą nie ma miejsca na klauzulę sumienia. Choć jest miejsce na sumienie. Ale państwo nie jest od oceny indywidualnych sumień, dla państwa jedynym sumieniem jest prawo, a prawo musi być równe dla wszystkich. Aptekarz, który nie chce sprzedawać leku antykoncepcyjnego – nie ma prawa narzucać swojego spojrzenia na świat klientowi. I lekarz – pacjentowi. I nauczyciel – uczniom. W świecie nowej wrażliwości na to, jak człowiek staje się OBYWATELEM/ OBYWATELKĄ – kluczem jest bezstronność państwa i jego neutralność. I jego świeckość w relacjach z Kościołem.

Ta WOLNOŚĆ JEST WSZĘDZIE. To znaczy, że nie jest tylko dla miastowych hipsterów. Zaczęła w tych dniach promieniować z Warszawy, Poznania, Wrocławia, Gdańska i Katowic. Dużych metropolii, które tak wściekle atakował Kaczyński jeszcze w 2010 roku, kiedy startował na prezydenta i wyśmiewał rozwój, który chciał z miast uczynić lokomotywy rozwoju dla wszystkich. Dziś to się spełnia, taki model jest najbardziej efektywny i mówi o tym cały świat. Tylko zaścianek PiSowski grymasi. I widzę, jak ten grymas pisowskiej złości zastyga co niektórym na twarzy. Bo nagle zobaczyli, że w proteście przeciw atakowi na niezawisłość sądów biorą udział OBYWATELE miast i miasteczek, niedużych. Prawie 180 nazw miejscowości odczytano w genialnej Liście Chwały przedstawionej fantastycznie przez aktorów, także bohaterów oporu z rozwalanego Teatru Polskiego we Wrocławiu. Jakaż to siła solidarności. O ile mocniejsza w doświadczeniu ludzkim i społecznym, niż 500+ do kieszeni.

Coś się zmieniło. Za chwilę wrócimy z tych demokratycznych wakacji, ale zmienieni, ogorzali w walce, zahartowani w boju, trochę poranieni porażkami, ale GOTOWI IŚĆ DALEJ! I jaka to była i jest jeszcze – lekcja! Jak prawdziwie obywatelska. Nie mieliśmy takiej lekcji od 1989 roku.

DNI LIPCOWE energetyzowały różne grupy społeczne w różny sposób.

Politycy zrozumieli sens walki o prawa podstawowe i potrzebę swojej pokory, jeśli chcą, by polityka znaczyła coś dla OBYWATELI. Ale droga jeszcze jest długa do odzyskania przez politykę wiarygodności.

Fajterzy walki, jak Obywatele RP zrozumieli swoją siłę, a zarazem moc przesłania Gandhiego. Do perfekcji opanowali instrukcję biernego oporu, by uniknąć konfliktu cielesnego z policją – trzeba zwinąć się w kulkę, trzeba zwiotczeć, lub „iść na deskę”. Ale patrząc w przyszłość – trzeba coś więcej, jakiś namiotowo-uliczny uniwersytet latający jest niezbędny.

KODowcy zrozumieli, że oprócz pokolenia „Solidarności” potrzebni im są i nam – młodzi. I że trzeba zbudować język współpracy międzygeneracyjnej. To trudne zadanie, choć łatwiejsze, kiedy jesteśmy razem na placu, i ocieramy się ramię o ramię.

Akcja Demokracja dała cudowny impuls do Łańcucha Światła, i umie budować więzi oraz emocje. Będzie ważne, by robić to w długiej perspektywie.

Kobiety „Czarnego Protestu” i różnych innych organizacji wniosły ciepło, ale i twardość stawiania spraw oraz niebywałą wręcz sprawność logistyczną. Łączą wartości ze sprawnością, co rokuje na przyszłość i zwielokrotnia siłę ich oddziaływania.

I wreszcie organizacje obywatelskie – wiele, wiele, wiele. Jak ta – powstała niejako ad hoc, skrzyknięta w sieci przez impuls dany postem Janka Śpiewaka, która wymyśliła demonstrację w poniedziałek 24 lipca, gdzie wszyscy ci, którzy w niej uczestniczyli poczuli się OBYWATELAMI’2017.

Michał Boni
24/25 lipca, noc, 2017