Przyjaźń – Daniela Frieda przygody z Polską na blogu Na Temat




To jest historia przyjaźni. Polsko-amerykańskie stosunki mają swoją bogatą, dramatyczną i pełną osiągnięć historię. Najbardziej dramatyczne były wtedy, kiedy wsparcie dla Polski, udzielane przez Stany Zjednoczone – musiało z konieczności historycznych przynosić ograniczone skutki.
Ale przecież bez „Wolnej Europy”, bez „Głosu Ameryki” nie byłoby utrzymywania niezależnej świadomości i myśli Polaków przez całe lata. Nie byłoby tego – bez klarownego punktu odniesienia, jakim były Stany Zjednoczone. Kraj wolnej gospodarki, kraj swobód obywatelskich i rangi Konstytucji, kraj marzeń i aspiracji, które każdy może realizować. Wreszcie – kraj, który nawet z najtrudniejszymi problemami ( rasizm, wojna w Wietnamie, nierówności społeczne) musiał i ciągle uczył się na nowo, jak dawać sobie radę.
Bez koincydencji wysiłków Jana Pawła II, Reagana, Thatcher – wymuszonych zachowań Gorbaczowa, ale przede wszystkim „Solidarności” Lecha Wałęsy nie byłoby możliwe obalenie muru berlińskiego i odwrócenie biegu historii w tej części Europy. Po 1989 roku zaczęła się więc nowa era w stosunkach i przyjaźni polsko-amerykańskiej. Fantastyczne przemówienie Wałęsy w Kongresie było tego symbolicznym początkiem.
Rozpoczęło się tworzenie warunków współpracy, szukanie obopólnych korzyści i budowanie.

Daniel Fried, który w końcówce lat 90. był amerykańskim ambasadorem w Warszawie, a od początku polskiej transformacji pracował w tej ambasadzie – jest najlepszym przykładem przyjaźni, która poszukiwała nowych dróg współpracy, szukała wspólnych korzyści i budowała.

Polsko-Amerykański Fundusz Przedsiębiorczości zapowiedziany przez Busha jeszcze w 1989 roku stał się wielką szkołą nowoczesnej przedsiębiorczości i gospodarowania, wspierał zmianę gospodarczą i uczył, jak nowocześnie inwestować. Projekty US AID wspomagały wzrost umiejętności samorządowych i rozwijały sieć inicjatyw obywatelskich. Właściwie to proste: Amerykanie pomagali zrozumieć nam – jak ważne jest wziąć sprawy we własne ręce. Tworzyć i rozwijać ducha przedsiębiorczości i wolności we wszystkich dziedzinach życia.

Pamiętam rozmowy z energicznym radcą ambasady amerykańskiej, Danielem Friedem o trudnych wymogach restrukturyzacji gospodarki. Pamiętam Jego radość, kiedy w nowym miejscu na Mokotowie odkrył „Positano” z prawdziwą, smakowitą pizzą. Pamiętam, jak uczył się Warszawy codziennie rano biegając, ale i dostrzegając to, co zaczynało się w wielkomiejskiej przestrzeni zmieniać. Pamiętam nasze dyskusje o dialogu ze związkami zawodowymi i ich potrzebie, by budować społeczną i polityczną równowagę w zachodzących zmianach. Daniel znał niuanse historii „Solidarności”. Słuchał o dokonaniach Bujaka, Frasyniuka, Wujca, Janasa – rozmawiał z nimi o tym dorobku z pasją, jakby chciał nam powiedzieć: nie zgubcie tego doświadczenia… I zachęcał, by rozwijać wszystko to, co obywatelskie.

Jest symboliczne, że po 10 latach rezultaty tych gospodarczych przemian i lekcji przedsiębiorczości przyniosły efekt w postaci możliwości stworzenia Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności, do dziś jednej z najważniejszych instytucji wspierania społeczeństwa obywatelskiego. Nie byłoby tej Fundacji, gdyby nie praca Daniela Frieda, by przekonać Amerykanów, jak bardzo taka fundacja jest potrzebna.

Jak niewielu polskich polityków, Daniel Fried znał dokładnie polską historię – jej kluczowe węzły, dramaty, punkty decydujące, kiedy ważyły się losy: nie zawsze zależne od woli narodu, ale jeśli już zależne, to z koniecznością mądrego rozumienia szans, jakie się pojawiają. Taką szansą była dla niego Polska po 1989 roku. I była też szansą dla Europy i Świata w jego głębokim przekonaniu. O tym lubił rozmawiać, do takiego rozumienia procesu historycznego lubił przekonywać. A rozmawiał ze wszystkimi. Kiedy żaliłem mu się w szczytach swoich negocjacji prowadzonych przez wiele, wiele lat polskich zmian – jak bardzo jest to żmudne, odpowiadał prosto: jeśli Ty rozmawiasz z innymi, inni zaczynają rozmawiać między sobą, wracają do Ciebie troszkę odmienieni, i wtedy możesz rozmawiać dalej szukając wspólnych rozwiązań. Daniel Fried był mistrzem dialogu: dyplomatycznego, ale pełnego treści i rozwiązań.

Kiedy wchodził na ekrany film Wajdy „Pan Tadeusz” sprezentowałem Danielowi tłumaczenie epickiego poematu Mickiewicza na angielski. Ale po premierze dyskutowaliśmy o tym, co jest takiego w duszy i duchowości Polaków, że grozi im zawsze – skłócenie, wewnętrzna wojna. Daniel ostrzegał przed tym w latach 90.choć szanował wszystkie strony polskiego politycznego sporu. Ruch modernizacji i europejskości – Unię Wolności, i takie same aspiracje AWS-u i rządu Buzka, i odrębność spojrzenia na zachodzące zmiany, jaką prezentowali bracia Kaczyńscy. Szanował drogę, jaką odbyła Lewica. Podstawą tego szacunku było uznanie, że Lewica lat 90.zrozumiała istotę wolności w polityce i dla społeczeństwa. Tylko to zresztą mogło doprowadzić do wspólnych wysiłków wszystkich znaczących aktorów w ówczesnej polityce do uzyskania zgody konstytucyjnej.

Przedsiębiorczość i wolność, to dwa słowa klucze ze słownika politycznego Daniela Frieda. Jako amerykański przyjaciel robił wszystko, byśmy umiejętnie w Polsce rozwijali te fundamenty Wolnego Świata. W niedawno napisanym dla „Atlantic Council” tekście Daniel Fried opisał wagę i znaczenie idei Wolnego Świata ( koncepcji demokracji liberalnej) w historii po II Wojnie Światowej, ale i teraz, kiedy fundamenty Wolnego Świata są zagrożone przez populizm.

Do koncepcji Wolnego Świata, do współdziałania przedsiębiorczości i wolności – dodawał Daniel Fried, wytrawny dyplomata – wagę, wartość i znaczenie: bezpieczeństwa.

To dlatego włożył swój olbrzymi wkład w wejście Polski do NATO. Bo to nie była tylko i wyłącznie polityczna wola stron wynikająca ze zrozumienia, jak ważna dla polskiego, europejskiego i globalnego interesu jest budowanie bezpieczeństwa w tej części świata – poprzez poszerzenie obozu sojuszniczego w NATO. Bo trzeba było wykonać tysiące analiz, rozmów promocyjnych, pracy dyplomatycznej, by amerykański Kongres i Senat to zrozumiały w pełni. Pracę tę wykonał po polskiej stronie Jerzy Koźmiński, a po amerykańskiej Daniel Fried.

Byliśmy z przyjaciółmi w wiosenny wieczór 1998 roku na pikniku w Wildze, kilkadziesiąt kilometrów od Warszawy. Czekaliśmy na Daniela, który miał przyjechać z wieścią, że wszystko dopięte i gotowe do podpisania tego aktu – wejścia Polski do Sojuszu Północno Atlantyckiego, co uroczyście nastąpiło kilkanaście miesięcy później 12 marca 1999 roku. Przyjechał, pełen emocji i radości – podzielił się nimi z nami tak, jak i toastami za naszą przyjaźń. Było coś czarującego w Jego wspaniałej, dyplomatycznej pracy. Umiał widzieć problemy w szerokim kontekście. Ale miał dar budowania priorytetów i dopasowywania do nich konkretnych działań. Widział rzeczy drobne, ale i wielkie syntezy. Kiedy później już zajmował się Gruzją i całym regionem, i jeszcze Ukrainą – było jasne, że tworzy amerykańską politykę w tej części świata. Tworzy ją – rozumiejąc wszystkie wyzwania. Dlatego tak twardo pracował nie tylko nad amerykańską stroną, ale i krajami europejskimi w ostatnich latach, by rozwijać i utrzymać sankcje wobec Rosji związane z agresją wobec Ukrainy. Jak przylatywał do Brukseli, to wielu mówiło: „Mr Sanction przyjechał”.

Robił to, bo rozumiał i rozumie, jak istotna jest nieustanna czujność w sprawach rosyjskich. Bez Rosji nie można rozwiązywać problemów świata. Ale bez Rosji, która czułaby presję – nie można ich rozwiązywać dobrze. To ciekawe, jak w myśli Daniela Frieda bezpieczeństwo z geostrategicznego punktu widzenia staje się kluczowe dla rozwoju wolności i przedsiębiorczości. Ale też: jak ważny jest rozwój wolności, pielęgnowanie wszystkich narzędzi demokracji od separacji władz: ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej, aż po pełnię praw obywatelskich dla każdego i wolne media oraz nieskrępowany rozwój przedsiębiorczości, nie poddany ułudzie protekcjonizmu świata zamykających się granic – dla rozwoju w ogóle. Wolność, przedsiębiorczość oraz bezpieczeństwo jako wynik kooperacji, a nie dominacji kogokolwiek – to fundamenty Wolnego Świata.

Dzisiaj zagrożone.

I dlatego potrzeba namysłu. Daniel umiał zawsze koncentrować się i odczuwać całość problemów. Chyba pomagała Mu w tym i dalej pomaga Jego wewnętrzna równowaga. Bieganie – to było szukanie harmonii. Miłość rodzinna – to szczególna dbałość o harmonię. Podróże i wędrówki, szukanie smaku przyrody – to potrzeba oddychania harmonią. Tylko w wewnętrznej harmonii można dokonać głębokiego namysłu. Nad światem, nad sobą.

Pamiętam, jak w sierpniu któregoś roku poszliśmy z Zakopanego, które Daniel Fried bardzo lubi do Stawu Gąsiennicowego i dalej. Gorąco, zmęczenie, piękne widoki. Nawet nie zajrzeliśmy do schroniska, od razu poszliśmy nad Staw odpocząć. Usiedliśmy na kamieniach. Żadnych słów. Siedzieliśmy tak z pół godziny w milczeniu, chłonąc świat, chłonąc góry, patrząc na wysokości od Zawratu i Orlej Perci do Kościelca, tuż tuż blisko nas. Patrzyliśmy. I to był namysł nad światem.

W piątek 7 lipca na konferencji Atlantic Council Daniel Fried otrzyma specjalną nagrodę „Atlantic Council Freedom Awards”.

Dan, gratuluję Ci Przyjacielu!

Michał Boni
Lipiec 2017