Polskie Święta na Na Temat




Na moim blogu na Na Temat ukazał się tekst z okazji Dnia Wolności i Praw Obywatelskich obchodzonych w Polsce 4 czerwca.

Można byłoby powiedzieć o Polsce – jaki to fantastyczny kraj, który ma tak znaczący i piękny układ najważniejszych świąt. Świąt Demokracji, Niepodległości, Solidarności i Wolności.

3 maja obchodzimy Święto Konstytucji pamiętając o dziedzictwie 1791 roku. Była to jedna z pierwszych konstytucji w świecie. Otwarta, wyprzedzająca swój czas, ratunkowa dla ówczesnej, już chylącej się ku upadkowi Rzeczypospolitej, wsparta aktywnie w końcu przez Króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Ta Konstytucja pokazywała czym jest ład polityczny, społeczny i prawny – oraz, czym jest równowaga między stanami oraz rodzajami władz. Ta Konstytucja tworzyła narzędzia do skutecznego rządzenia państwem. Była wyrazem rodzącej się tęsknoty za demokracją. Przez lata zaborów – obchody rocznicy Konstytucji 3 Maja były elementem pamięci narodowej.

11 listopada wspominamy nie tylko koniec I wojny światowej, ale głównie odzyskanie przez Polskę Niepodległości. To święto przypominania bohaterów walk powstańczych XIX wieku, legionistów Piłsudskiego, ale i bohaterów pracy organicznej – wszyscy oni razem dali Polsce i Polakom siłę przetrwania, mimo braku państwowości i zaborów. Ocalona polskość – w języku, w religii, w sztuce, w piśmiennictwie, w historii polskiego ziemiaństwa, tworzącej się inteligencji oraz burżuazji i rozwijającego się mieszczaństwa, w dramacie walki o ziemię – odradzała się politycznie w 1918 roku. To święto uczące rozumieć, czym jest niepodległość i jakiej wymaga troski i odpowiedzialności. Nie można było go obchodzić normalnie, oficjalnie w PRL. Ale były kwiaty przy Grobie Nieznanego Żołnierza, były msze święte i koncerty, mądre debaty.

Pamiętam wspaniałą sesję Pen Clubu w 60 rocznicę Niepodległości – w 1978 roku, parę tygodni po wyborze Karola Wojtyły na Papieża. Duch Niepodległości umacniał się.

31 sierpnia podpisano Porozumienia Gdańskie. Siła strajku, mądrość postulatów, odwaga i determinacja Wałęsy przyniosły solidarność i „Solidarność”. Błyskawicznie powstał olbrzymi, wielomilionowy ruch związkowy, obywatelski, patriotyczny. Silny – solidarnością, ale i wielością postaw i przekonań – tak, jak kształtowały się one od paru już lat w KOR-ze i w domu Jacka Kuronia, w wydawnictwach NOW-ej Chojeckiego i Boguty, w salonie Tadeusza Walendowskiego, czy Wolnych Związkach Zawodowych Bogdana Borusewicza. To dlatego „Solidarność” mogła przetrwać zasadzki komunistów: odważny Janek Rulewski nie dał się sprowokować w marcu 1981 roku, wierni zasadom Zbyszek Bujak i Władek Frasyniuk prowadzili podziemie solidarnościowe w stanie wojennym, nieugięty Wałęsa okazał się trwalszy, niż milicja i wojska Jaruzelskiego. Męczeństwo ks. Popiełuszki, manifestacje, książki Michnika, podziemna prasa i spotkania duszpasterskie w kościołach uczyły solidarności i dawały wiarę w to, co miało później stać się oddechem wolności…

Jest jednak smutne, że nie możemy dzisiaj jako Polacy wspólnie czcić i obchodzić Święta Solidarności wspominając każdego 31 sierpnia – tamten magiczny Sierpień z 1980 roku, o którym Kapuściński pisał jako o chwili „wyprostowanych ramion”. Sami poszarpaliśmy nasze dziedzictwo i naszą solidarność, nie umieliśmy też zresztą powiedzieć, że powinno to być święto narodowe. Tak – święto w panteonie polskich świąt.

4 czerwca wspominamy wybory z 1989 roku. Wybory sejmu kontraktowego, z umowy Okrągłego Stołu. Ale te wybory – „Solidarność” i komitety obywatelskie wygrały. Wygrał Lech Wałęsa, z którym każdy kandydat niezależny od ówczesnej władzy – miał swoje zdjęcie. Wygrała budząca się Polska Wolności – w tym kluczowym momencie przekręcająca zegar polskiej historii. To było ryzyko – jak ryzyko Gary Coopera w westernie „W samo południe” – ale wygrane. Nie byłoby Polski w Unii Europejskiej oraz w NATO – gdyby nie 4 czerwca. Nie byłoby upadku muru berlińskiego i aksamitnej rewolucji w Czechosłowacji, ani zmian na Węgrzech, ani buntu rumuńskiego z grudnia 1989 roku, ani wielkiego zrywu bałtyckiego – gdyby nie „Solidarność” Lecha Wałęsy i wybory 4 czerwca. Nie byłoby tego wielkiego dziedzictwa Wolności, tworzonego przez nas wszystkich, z błędami i sukcesami, z łagodzeniem napięć dziejowych, z racjonalnością i spokojem Tadeusza Mazowieckiego, emocjami Kuronia, wiedzą i odwagą Balcerowicza, mądrością Skubiszewskiego, Chrzanowskiego, Stelmachowskiego, Wielowieyskiego i Geremka – ojców założycieli, do których dołączyli wszyscy następni premierzy i prezydenci.

To musi być zatem Święto Wolności, i aż się prosi od lat, by było to święto w kalendarzu oficjalnego szacunku dla polskiej historii. Na razie niestety jest więcej w nas, Polakach – poczucia niechęci, a nawet nienawiści, niż odpowiedzialnego rozumienia tego, co z wolności powinno wynikać.

Paradoksalnie – przywróciliśmy święta w PRL zakazane, jak 3 Maja i 11 Listopada, dodaliśmy kluczowy zryw obrony świeżej polskiej niepodległości, czyli święto 15 sierpnia, święto „Cudu nad Wisłą”, ale nie potrafiliśmy dodać do powszechnej pamięci świąt tak istotnych dla polskiej wolności, jak 31 Sierpnia oraz 4 Czerwca.

4 czerwca wieczorem i kiedy ogłoszono oficjalne wyniki, oraz po II turze – symbolicznie pod warszawską „Niespodzianką” zebrały się tłumy. Dziękowaliśmy sobie wzajemnie. Jakie to piękne i ważne dla wolności kraju i obywateli, kiedy ludzie mogą i umieją sobie dziękować wzajemnie…kiedy podają sobie dłonie uśmiechając się do siebie.

Dzisiaj – jakże nam daleko do tego.

A przecież z istoty wolności wynika jedno – nie jest dana raz na zawsze. I żeby ją utrzymać i budować – trzeba brać za nią wspólną odpowiedzialność. Ta odpowiedzialność – to lekcja z historii polskich świąt: demokracji, niepodległości, solidarności prowadząca do rozumienia i pielęgnowania wolności w najpiękniejszym i najszerszym sensie.

Warto o tym pamiętać dzisiaj – 4 czerwca 2017 roku.