PARLAMENTARIUSZ (6) 5 lekcji demokracji




W Helsinkach odbył się 7 i 8 listopada Kongres EPP, czyli europejskich chadeków. Najważniejszym celem było wyłonienie ”kandydata wiodącego” ( spitzenkandidaten), który poprowadzi ugrupowanie w wyborach do Parlamentu Europejskiego 26 maja 2019 roku. Listy są narodowe, wybory będą narodowe, ale lider – jeśli EPP wygrałoby w UE – jest kandydatem na Szefa Komisji Europejskiej.

Była to świetna okazja do kilku lekcji demokracji.

Po pierwsze: kandydaci, a nie jeden kandydat.

Kilka tygodni temu, oprócz Manfreda Webera, Bawarczyka, szefa naszej grupy politycznej w Parlamencie – do rywalizacji dołączył Aleksander Stubb, były premier Finlandii, obecnie w zarządzie Europejskiego Banku Inwestycyjnego. I to ożywiło dyskusję i podgrzało atmosferę. Stubb dodał mocno dwa tematy: obrona demokracji liberalnej w Unii oraz nastawienie na nowoczesność, przygotowanie się np.do wyzwań cyfrowych. W sytuacji konkurencji – Weber musiał pomyśleć o nowej komunikacji, jasności języka i przekazu. Dodał, oprócz klasycznych dla EPP wątków, jak: bezpieczeństwo, ochrona granic, tożsamość chrześcijańska – sprawy dotyczące bliskości władz i sposobu rządzenia w UE w relacji z obywatelami, ich potrzebami. Mówił o polityce bliskiej obywatelom.

Na Kongresie mieliśmy wyrównaną debatę między kandydatami. Otwartą, pełną wzajemnego szacunku, merytoryczną, bogatą w argumenty, z widoczną pasją kandydatów, z wizją rozwoju Europy ( to tylko w polskiej polityce, prowincjonalni liderzy niektórych maści ciągle sobie żartują z prac nad Polską 2030, czy w ogóle dłuższą perspektywą rozumienia spraw rozwojowych).

Wniosek: uczciwa, merytoryczna rywalizacja w polityce jest potrzebna, i możliwa nawet w czasach populizmu i polityki grającej głównie na emocjach.

Po drugie: jaki powinien być lider ?

Wygrał Manfred Weber. Kiedy startował było wiele obaw: że nie ma doświadczenia w zarządzeniu instytucjami oraz przywództwie politycznym w przestrzeni nie wyłącznie współpracy w parlamencie, ale – w otwartej przestrzeni publicznej. Okazało się jednak, iż miał w tornistrze buławę. Komunikacyjnie, prezentacyjne podczas debat był świetny: otwarty, z błyskiem w oku, z szybką reakcją, ale i rzetelnością argumentów. I nie chodzi o marketing, prostą czy wysublimowaną sprzedaż opakowania. Weber mówił „z środka siebie”: chłopaka z Bawarii, z małej miejscowości, z duchowością odzwierciedlającą piękny ołtarz małego kościółka, z przygodą gitarzysty w młodości, z inżynierskim doświadczeniem, z odpowiedzialnym wypełnianiem lokalnych obowiązków samorządowych. Miał tożsamość lokalną, ale ujawnił, mówiąc o wartościach – swoją tożsamość europejską. To dlatego odwoływał się do Wałęsy nie tylko z czasów burzenia muru berlińskiego, ale i teraz – kiedy Wałęsa mówi, że trzeba na znów bronić praw obywatelskich przeciw zakusom nowego autorytaryzmu, który idzie przez Europę.

Weber umiał zbudować prosty przekaz (mówił o dotarciu do każdego, do obywateli) – oparty na sile własnej, wiarygodnej tożsamości, bez wstydzenia się samego siebie. A to dzisiaj, w czasach polityki emocji, budowania plemion, ale może właśnie po naszej stronie, lepiej powiedzieć – wspólnot, jest szczególnie istotne. Bo batalia wyborcza roku 2019 będzie skupiona na sprawach tożsamości. Ale nie tylko o tożsamość będzie szło – także o konkretne rozwiązania, które osłabią albo zniosą w ogóle siły strachu i lęków, szerzonych przez populistów i nacjonalistów. Obecnie wytwarzane i podgrzewane lęki niszczą poczucie „bezpiecznej tożsamości”, zarazem jednak wytwarzają – tożsamość w lęku.

Z mojego punktu widzenia Weber nie zdystansował się wobec Orbana, co podważa jego, ale i EPP wiarygodność, gdy mówi o obronie praworządności jako fundamentalnej wartości europejskiej. Chociaż, zarazem podkreślał Weber, że bez demokracji, państwa prawa i społeczeństwa obywateli – nie ma przyszłego rozwoju Unii.

Konkluzja: mamy zalążki nowego, silnego lidera na europejskiej scenie politycznej. Umiejętnie komunikującego przesłanie do społeczności każdego typu: od lokalnych, przez narodowe, aż do europejskiej. I to przesłanie tożsamościowe. Ale jest w nim jeszcze trochę koniunkturalnego gracza chcącego za wszelką cenę utrzymać jedność drużyny. Weber nazywa siebie „budowniczym mostów”. Czy to prawda – okaże się, jeśli Orban zmieni przynajmniej część swojej polityki.

Po trzecie: trzeba wiedzieć, co jest najważniejsze.

Kongres był okazją do demokratycznej debaty o tym, co obecnie jest najważniejsze dla Europy. A mówcami byli liderzy partii z różnych krajów, albo ich premierzy.

To ciekawe. Część bardzo tradycjonalnie używała języka politycznej poprawności UE: że potrzebny wzrost, miejsca pracy, bezpieczne granice. I słusznie. Ale, jak powiedział Tusk – nie o podatki i miejsca pracy będzie chodziło w tej batalii o Europę w wyborach 2019 roku. Nie zmienia to faktu, że wielu liderów mówiąc o rozwoju – mówiło o sprawach kluczowych: cyfryzacji, Sztucznej Inteligencji, ochronie środowiska. Najmocniejszym akcentem były jednak sprawy zagrożeń, przed jakimi Europa stoi.

I tu były dwie linie odpowiedzi.

Taka, jak nowego lidera francuskich Republikanów, który zredukował samego siebie głównie podkreślając zagrożenie – islamem. To jest problem, czy jednak dziś główny dla Europy ? Wątpię, i de Gaulle też by wątpił.

Albo taka, jaką dał Orban. Najważniejsza jest obrona chrześcijaństwa, bo to ono funduje naszą europejską tożsamość, trzyma stabilnie nasze społeczne i kulturowe korzenie. A jest to konieczne, bo żyjemy w zagrożeniach: terroryzm z zewnątrz Unii, uchodźcy z zewnątrz Unii, obce religie napierające na chrześcijańską Europę z zewnątrz Europy, ale i z jej środka, oraz – socjaliści i liberałowie z wnętrza Europy. Orban musiał zbudować obraz wroga, bo tylko tak umie budować tożsamość. Jakby problemem dzisiejszej Europy było to, że liberałowie upominają się o wolności obywatelskie… Kryło się w tym przesłaniu coś, co nazwałbym – „kłamstwem chrześcijańskim”, czyli zawłaszczaniem chrześcijaństwa dla celów gry politycznej, a nie żadnych wartości. Ludzie się na to nabierają, także w EPP. Dostał węgierski premier dużo braw za to przemówienie.

Drugą linią opisu zagrożeń i odpowiedzi na nie – były wypowiedzi premiera Irlandii, lidera „Nowej Demokracji” z Grecji, szefa chadeków szwedzkich. Największym zagrożeniem dla przyszłości Europy jest według nich ekstremizm populistyczny i nacjonalistyczny, atak na demokrację liberalną i zasady państwa prawa, oraz prawa fundamentalne ( ochrona mniejszości ). Mówił to też Sebastian Kurz ( austriacki kanclerz), który znalazł w wywodzie ciekawy sposób łączenia dwóch zagrożeń: dla naszego poczucia bezpieczeństwa ( nielegalni migranci, ale i atakowani antysemicko Żydzi, kobiety, czy osoby o innych orientacjach religijnych czy seksualnych), oraz dla naszych granic. Dlatego podkreślił, że siła obrony, siła UE bierze się zarówno z praktycznych rozwiązań ( granice), jak i wartości: nie wolno naruszać zasad niezależnego sądownictwa i nie wolno dyskryminować.

Wniosek: coś się w Unii zmieniło. Coś się w EPP zmieniło. Dawniej – wątki dotyczące demokracji, praw fundamentalnych, zasad państwa prawa, czy siły i znaczenia obywateli – czyli wartości, nie były tak wyraziście podkreślane. Dzisiaj rośnie ich rozumienie, tak jak odczuwanie przez niektórych, że jeśli nie obronimy wartości, to wrócimy do ciemnych dla Europy lat 30.

Po czwarte: rozmowa a jedność działań.

Istotą demokracji jest dialog, rozmowa, szukanie rozwiązań pomiędzy różnymi opcjami i propozycjami.

Dlatego ten Kongres był tak ważny. Widać, że EPP jest zróżnicowane. Są tradycjonaliści o myśleniu rodem ze staroświeckiej kruchty czy plemiennej nacjo-wspólnoty – nazywając to ostro. Są moderniści rozumiejący wyzwania nowych technologii jako wyzwania kluczowe dla przyszłego człowieczeństwa ( fantastyczny lider z Malty cytujący Harariego) i chwytający istotę wyzwań związanych z zagrożeniami dla demokracji.

W EPP – trwa dyskusja na różne tematy, ścierają się poglądy. Orbana trzeba piętnować, ale nie wiem, czy jest to moment dla jego wyrzucania z EPP. Nie dlatego, że to pomniejszy pulę głosów EPP, ale że po ewentualnym odejściu czy wyrzuceniu wzmocniłby on – obóz Salviniego, LePen, Melanchona etc. Choć to już kalkulacja czysto koniunkturalna.

Ale jest też poczucie, że dyskusja będzie trwała, natomiast w walce o rząd dusz Europejczyków w przyszłorocznych wyborach – musi być widoczna jedność: wysiłków, przekazu, priorytetów, działań, postaw, zobowiązań – jak np.to, które mówiłoby jasno, że chcemy jednej Europy, a nie – Europy A i B.

O tej sprawie zdecydują krajowe strategie wyborcze, ale też i wspólne ramy europejskiej strategii EPP, nad którą pracuje inteligentny, sprawny Dara Murphy z Irlandii. No, i kluczem będzie – lider !

Wniosek: jest pół roku do wyborów. Ten wspólny język przekazu trzeba znaleźć. I to nie na zasadzie, że ominiemy trudne sprawy, jeśli naprawdę chcemy słuchać obywateli i działać na ich rzecz. Jakie będzie programowe minimum w obrębie wartości ? Bo nie boję się o programowe minima EPP w innych dziedzinach.

Po piąte: jeszcze raz – demokracja a tożsamość.

Demokracja, jeśli jest żywa – musi opierać się na aktywnym byciu obywatelem. Bycie obywatelem, to nie tylko rozumienie własnych potrzeb i praw, to jasne rozumienie znaczenia innych obywateli, bycia z nimi. W sporze, w dialogu, w poszukiwaniu wspólnoty rozwiązań. Ma znaczenie, czy narzędzia demokratycznego procesu używane są i będą przez obywateli – z tożsamością. I to tożsamością prawdziwą.

Dlatego tak kluczowe na Kongresie i dla Kongresu było wystąpienie Donalda Tuska.

Mówił o tym, co dzisiaj nie może być uznane za postawę chrześcijańską. Było to przesłanie wprost skierowane do Orbana. I było to najlepsze wystąpienie na Kongresie.

Jeżeli nie uznaje się wagi praw fundamentalnych i kwestionuje prawa mniejszości do odrębności ze względu na religię, kolor skóry, orientację seksualną – jest się nietolerancyjnym sekciarzem, rasistą, ksenofobem, homofobem, to nie ma się w sobie najważniejszego sensu chrześcijaństwa – miłości. Podobnie, jeśli nie uznaje się demokracji jako obowiązku moralnego obrony mniejszości, które przegrały wybory – to w imię buty większości łamie się tradycję demokratyczną, której istotą jest wspólne rozwiązywanie wspólnych problemów i realizacja publicznych zadań. Wówczas również łamie się sens otwartości chrześcijaństwa. Jeżeli kwestionuje się separację i równowagę władz, podważa sens niezależności systemu sądowniczego od polityki i zamienia politykę w wyłącznie upartyjnioną grę – to gubi się istotę uprawiania polityki w duchu prawdziwie chrześcijańskim.

Głos Tuska brzmiał mocno. Jeśli Orban manipulował „chrześcijaństwem” w swoim wystąpieniu nawołując do nowego zdefiniowania chrześcijańskiej misji politycznej de facto wzmacniającej osadzone w Europie nacjonalizmy, to Tusk z jednej strony – redefiniował chrześcijaństwo w najbardziej pozytywny sposób, z drugiej zaś odwoływał się do najgłębszego sensu chrześcijaństwa jako impulsu moralności politycznej. Czyli – budował zręby tożsamości politycznej chadeków europejskich na nowo.

Przed wyborami do Parlamentu Europejskiego jest to ważne. Ale oprócz tego – jest to istotne jako odpowiedź na wyzwania, przed którymi stoi obecnie Europa. Bo tylko z tak zdefiniowaną tożsamością można rozmawiać z innymi partnerami europejskimi w obozie obrony i odnowienia demokracji.

Na marginesie: cały tydzień od 5 do 11 listopada pokazał nie tylko siłę charakteru i przywództwa Tuska, ale też Jego – jak sądzę – jasną decyzję powrotu do polskiej polityki. I łączenia jej z tymi wyzwaniami, które widać w Europie. Bo to jest najważniejsze.