O jeden krok za daleko




Od dwóch lat w Parlamencie Europejskim trwają prace nad zmianami w dyrektywie o prawach autorskich.

Jest ważne, by w czasie rewolucji cyfrowej uporządkować zasady funkcjonowania tych praw właśnie w środowisku cyfrowym, w Internecie. Twórcy, autorzy, artyści, dziennikarze – muszą mieć swoje prawa i ich sprawną egzekucję, gdy ich dzieła wykorzystuje się w Sieci, upowszechnia, udostępnia. Te reguły muszą być jasne, zrozumiałe, oparte na prawie do ochrony wartości, jaką jest dzieło, z wykorzystaniem procedur licencyjnych gwarantujących legalne użytkowanie. Szacunek dla tych praw, to również odpowiednia zapłata, towarzysząca krążeniu dzieł i ich dostępności dla odbiorców, czyli dla nas. Fachowo mówi się tutaj o łańcuchu wartości powstającym dzięki cyfrowemu obrotowi treści i o potrzebie wynagrodzenia za każdy element tego łańcucha.

Dobre prawo autorskie powinno dbać też w sposób zrównoważony o prawa odbiorców. Dostępność dzieł różnego rodzaju, w Internecie nazywanych „treściami” musi zatem mieć również swoje reguły. Otwartość i dostępność, to bowiem cechy charakterystyczne świata cyfrowej rewolucji.

Wiele rzeczy jest dobrych i bardzo dobrych w przyjętym przez Komisję ds.Prawnych projekcie dyrektywy. Nawet otwarcie na dostęp do danych naukowych, i różnych danych powstających wokół pracy naukowej – w celu ich wydobycia z różnych prac i artykułów, w czasach obecnych – z różnych sekwencji danych: jest w ostatecznej wersji projektu całkiem nie najgorsze. Widać tu zrozumienie, czym we współczesnym świecie jest dostęp do danych i ich przetwarzanie, jaką może być to lokomotywą rozwojową – oraz, że tradycyjny, „papierowy”, analogowy sposób myślenia o tych sprawach musi pójść do lamusa.

Od początku jednak wokół artykułu 13 tej dyrektywy toczyła się batalia.

Do tego właśnie artykułu miały swoje opinie dwie dodatkowe komisje: Spraw Konsumenckich oraz Wolności i Sprawiedliwości. W Komisji ds. Wolności i Sprawiedliwości byłem sprawozdawcą tego tematu. Wypracowaliśmy zrównoważone, kompromisowe w najlepszym tego słowa sensie – rozwiązania. Niestety, Komisja ds. Prawnych nie wzięła ich w końcu pod uwagę (mimo kilkutygodniowych dyskusji, wymiany argumentów).

Zrobiono w stosunku do praw użytkowników o jeden krok za daleko !

I to jest powód buntu, niezgody, konfliktu.

O co od początku chodziło?

Po to, żeby tropić niezgodne z prawem, łamiące prawa autorskie wykorzystywanie treści w Internecie zasugerowano obowiązek stosowania przez wszystkie platformy i kanały przekazu: technologii rozpoznawania treści.

To oczywiście algorytmy i procedury ich ustawienia – dostępne dla bogatych platform, bardzo kosztowne dla małych podmiotów, start upów. To oczywiście, jeśli miałoby być obowiązkiem – groźba cenzury. Przeszukujemy, żeby w imię ochrony prawa – zdjąć jakieś treści. To oczywiście, ukryte zagrożenie, że w pamięci tych „przeszukiwarek” zostaną nazwiska tych, którzy nie umieliby uzasadnić użycia jakichś treści. Ale to też niebezpieczeństwo, by przy niejasnych sprawach ( brak licencji, czyjeś użycie zdjęcia, obrazka, tekstu, które może są chronione, ale nie wiemy tego do końca) zawsze odsuwać od siebie niebezpieczeństwo bycia posądzonym o udostępnianie treści bez zgody ich autorów. Administratorzy platform, używane przez nich algorytmy – miałyby decydować ostrożnościowo i uprzedzająco o zablokowaniu dostępu do pewnych przekazów. Taka byłaby praktyczna konsekwencja tych zapisów.

Wiele grup politycznych jasno powiedziało w PE, że chce wyrzucenia artykułu 13 w ogóle z tekstu. Budując kompromis wprowadziłem rozróżnienie na dwa rodzaje platform. Takie, które upowszechniają treści, bo ich celem jest promocja i komunikacja publiczna różnych treści. I na takie, które pełnią funkcje pomocnicze, techniczne, nie mają celów komercyjnych, gdzie – różne treści mogłyby być rozpowszechniane bez sprawdzania, czy mają licencje, czy w ogóle ich potrzebują. Usunąłem też zapis o obowiązku stosowania technologii rozpoznawania treści, zastępując go ogólnym zapisem o stosowanych proporcjonalnie narzędziach technicznych pozwalających wtedy, kiedy trzeba – rozpoznawać treści pod kątem posiadania przez nie praw licencyjnych.

W Komisji ds. Prawnych utrzymano rozróżnienie na platformy z celem komunikacyjno-komercyjnym oraz na te, które są neutralne – tylko technicznie przesyłają treści. Ale dodano – nie do końca jasne zapisy wymagające, że właściwie w każdych warunkach ( zapis o technicznej możliwości przeprowadzania takiej analizy/ rozpoznania) i bez względu na to, czy autorzy sobie tego życzą, czy nie – i tak rozpoznawanie treści powinno być obowiązkowe.

Zrobiono jeden krok za daleko i sprawa – przez niejednoznaczności zapisu – wróciła do odrzuconego już punktu widzenia. Wywołano burzę i rosnącą falę protestów.

Podzielam obawy protestujących.

W moim wyobrażeniu, to nie są nowe ACTA. Według mnie, to nie jest cenzura. Ale niejasność zapisów i rozszerzenie obowiązku oraz przeniesienie punktu ciężkości w pokazywaniu, czy ktoś łamie prawo, czy nie – z przepisów prawa na decyzje algorytmów i platform jest nie do akceptacji. Bo będzie wiele błędów. Bo zniknie swoboda stosowania opisanych w tej dyrektywie wyjątków: cytowania, memowania, parodiowania – na rzecz niepewności użytkownika, czy można to zrobić. W dzisiejszej Sieci użytkownik jest twórcą, jest artystą emocji swojego przekazu.

I dlatego chroniąc prawa twórców w jak najmocniejszy i najjaśniejszy sposób – nie można nie chronić praw użytkowników, naszych praw.

Ten jeden krok za daleko ma swoje konsekwencje.

Komisja ds.Legalnych dała bowiem sobie mandat pójścia na negocjacje z przyjętą propozycją, do Rady, do państw członkowskich. Sporo osób w PE tego nie chce. Dlatego zbierane są podpisy, by podczas sesji plenarnej PE w lipcu mandat został ponownie przegłosowany, już teraz nie tylko w Komisji PE, ale przez cały Parlament. Jeżeli mandat zostanie podtrzymany, to zaczną się dyskusje z krajami członkowskimi. Jeśli nie – to cała propozycja wróci na posiedzenie plenarne ( wtedy we wrześniu ?) do dyskusji.

Czy jest szansa na kompromis ?

Jeżeli byłby skupiony tylko na art. 13, bez ponownego otwierania innych spraw, to powinien być możliwy. Ale strony: twórcy i użytkownicy powinni uzmysłowić sobie swoje racje, i na chłodno rozważyć, co jest najlepsze dla zrównoważonego rozwiązania, i jakie limity na siebie nałożyć dla osiągnięcia celu głównego.