Moje Państwo w Na Temat




Chcę lubić swoje państwo. Z wielu zresztą powodów. Bo jest po prostu moje – i dlatego chciałbym, żeby było jak najlepsze. Każdy człowiek, każdy obywatel powinien czuć się jak najlepiej w swoim państwie. Bo to państwo jest dla niego, a nie odwrotnie. Wtedy, kiedy tak się dzieje możemy mówić o – NASZYM PAŃSTWIE. Jeśli dzieje się odwrotnie – rośnie potrzeba obywatelskiego nieposłuszeństwa.

13 grudnia 1981 roku wprowadzono stan wojenny. Tym, którzy naprawdę kochali swoją Ojczyznę odebrano nadzieję na lepsze państwo. O wolność Ojczyzny, i o dobre, obywatelskie państwo walczyła „Solidarność”. I mimo stanu wojennego – walczyła o kształt Polski do 1989 roku. Walczyła – odrzucając państwo opresji, państwo zakazów, państwo nienawiści władz i grup ich popleczników do reszty społeczeństwa, państwo narzucające obywatelom swoją wolę, a nie służące im. Walczyła o polską niezależność od Związku Sowieckiego, ale i o własną, szanowaną Konstytucję i zasady państwa prawa, choć wówczas wyglądało to na mrzonki.

Mrzonką było wówczas, w latach 80. – odpartyjnienie państwa. Ale zasady wyboru na funkcje rządowe po wolnych wyborach, stworzenie w końcu bezstronnej służby cywilnej, swobody w wyborach samorządowych, wysiłki na rzecz odpolitycznienia systemu sądowniczego i prokuratorskiego – wszystko to czynione po 1989 roku służyło odpartyjnianiu państwa. Do teraz, do obecnych rządów PiS.

Było jasne po 1989 roku, że czas państwa dominującego nad obywatelskimi potrzebami i wolnościami – minął bezpowrotnie. Tak, jak i czas, w którym wydawało się, że omnipotentna rola państwa może budować gospodarkę bezpośrednimi decyzjami, a nie warunkami dla swobody gospodarowania i uruchamiania konkurencyjności rynku. I co ? Wraca stare….

A przecież państwo nie powinno brać na siebie całej odpowiedzialności za wszystko. Bo okazuje się albo niewydolne albo totalitarne, co wielokrotnie potwierdzała Historia. Państwo powinno umieć dzielić się odpowiedzialnością i zadaniami. Według zasady pomocniczości, której istotą jest to, że instytucje państwa wchodzą do gry tam, gdzie inni oraz inne instytucje – nie mogą same rozwiązać rożnych problemów. To jest prawdziwe pole dla demokracji, to jest prawdziwe pole dla liberalnej gospodarki.

Przede wszystkim jednak, tworzy to pole dla odpowiedzialności człowieka za siebie, rodziny za swoich bliskich, wspólnoty lokalnej za problemy tej wspólnoty. To samo dotyczy regionów. Państwo w jego centralnej postaci powinno mieć obowiązki w swoich obszarach kompetencji oraz być otwarte na wspomaganie tych, którzy działają na innych poziomach. Uzupełnieniem państwa, regionu, wspólnoty lokalnej, rodziny i pojedynczych ludzi – jest w nowoczesnych społeczeństwach: zorganizowana aktywność obywatelska. Społeczeństwo obywatelskie, czyli sieć organizacji pozarządowych. To wyraz wolności i swobód. To wyraz różnorodności i pomocniczości. Tak jak – swoboda przedsiębiorczości jest warunkiem zdrowego rozwoju gospodarczego.

Podstawą jest oczywiście taka filozofia polityki i państwa, w której państwo i rządzący nie chcą zawiadywać wszystkim i nie chcą narzucać wszystkim swojej woli i wizji, nie chcą żywić się nieustannie – polaryzacją, podziałami, piętnowaniem i niszczeniem odrębności. Takie przekonanie dominowało dzięki „Solidarności” i sukcesowi 1989 roku.

Partie rzadzące po wygranych wyborach mają prawo zmieniać różne polityki. Jest wątpliwe, czy mogą zmieniać fundamenty funkcjonowania państwa, które wyrastają z tradycji i porządku konstytucyjnego. Jest pewne, że nie mogą tego robić bez dialogu ze wszystkimi stronami, także reprezentującymi tych, którzy politycznie mogą myśleć inaczej.

Sukces Polski po 1989 roku wziął się z sumy efektów milionów inicjatyw oddolnych we wszystkich możliwych dziedzinach. Wielu robotników założyło małe firmy i odkryło w sobie talenty przedsiębiorcze. Bez otwartości na świat nie byłoby wielkiego skoku w rozwoju gospodarczym. Niesamowita energia pojawiła się w gminach i miastach po reformie samorządowej z 1991 roku. Nie byłoby sukcesu w inwestycjach rozwojowych finansowanych z środków europejskich bez reformy z 1999 roku tworzącej samorząd regionalny. Nie dalibyśmy sobie rady w wielu obszarach społecznych, edukacyjnych, naukowych, zdrowotnych – bez wielkiej fali wzrostu znaczenia społeczeństwa obywatelskiego. Państwo centralne – sprzyjało tej różnorodności inicjatyw, choć w niektórych dziedzinach pewnie za słabo, za mało i za wolno.

Doświadczenie uczy, że ciągle trzeba naprawiać państwo, jeśli chcemy, żeby było nasze. Ale naprawianie, to zupełnie co innego niż destrukcja.

Destrukcja polskiego państwa dokonuje się od roku na naszych oczach, a kolejne jej fazy wiszą w powietrzu. To destrukcja wynikająca z widma wszechmocnego i wszechwiedzącego państwa, za którym skrywa się jednowymiarowa opcja polityczna: jedna partia i jeden wódz. Od roku trwa niszczenie Trybunału Konstytucyjnego, rękojmi swobód i równowagi między władzami. Od roku trwa podważanie separacji władz – wykonawczej, ustawodawczej, sądowniczej. To fenomen nieznany w świecie – mieć jednego fizycznie człowieka jako posła, ministra i prokuratora generalnego! Od roku podważa się wiarygodność władz samorządowych. Od roku media publiczne funkcjonują jak tuba propagandowa, utraciły zasadę bezstronności, a zasada pluralizmu mediów jest zagrożona przez nadchodzące projekty uderzające w sieć pracy, radia i kanałów telewizyjnych pod hasłem, że muszą być narodowe. Wiele miesięcy trwa destrukcja systemu edukacji, i to mimo sukcesów dotychczasowego modelu. Destrukcją objęte są instytucje ochrony zdrowia: proponowany chaos zmian, w tym zabicie polskich aptek – jest tuż tuż. Destrukcja dotyka też praw obywatelskich: niebywałe uprawnienia służb w inwigilacji obywateli w Sieci, groźby penalizacji kobiet zawarte w zmianach prawa aborcyjnego, ograniczenie prawa do zgromadzeń, czy szykowany zamach na społeczeństwo obywatelskie, który nawet w obozie rządzącym wywołał kontrowersje.

Sieć społeczeństwa obywatelskiego zawsze chciała być i była niezależna. Jako sieć – tworzyła, budowała relacje i szukała partnerów do zadań. Dla jednych partnerem były ośrodki pomocy społecznej i urzędy pracy. Dla innych – szpitale. Jeszcze inni współpracowali ze szkołami i bibliotekami. Z instytucjami rządu i samorządu różnych szczebli. To przynosiło efekty. Wielość i bogactwo organizacji pozarządowych kreowała partnerstwa z wielością instytucji publicznych. To dlatego powstały różne formy finansowania projektów społecznych – krajowe/ budżetowe różnych instytucji, europejskie, fundacji parasolowych, z środków dużych podmiotów gospodarczych, ze zbiórek publicznych, z crowdfinancingu, z darowizn obywateli w postaci odpisu 1% z naszych podatków.

Naturą żywiołu obywatelskiego jest, że działa tam, gdzie jest potrzeba, możliwości i satysfakcja. Ale to ludzie NGO decydują, bo przecież obok tych, co są wynagradzani ( tak jak to bywa w świecie) jest mnóstwo wolontariuszy.

Po co zatem – nie delikatny parasol, ale narodowy hełm, który organizacjom pozarządowym ma zostać założony na ich głowy, co przytłumi ich obywatelskie oblicze ?

Nie wiem.

Chyba, żeby przyjąć szatańską interpretację, że nie chodzi o społeczeństwo obywatelskie, poprawę jakości funkcjonowania projektów, swobodę aktywności i doboru partnerów, uzupełnianie wedle zasady pomocniczości różnych dziedzin życia i instytucji – tylko czysty centralizm.

To nie organizacje społeczne miałyby uzupełniać działania państwa na różnych jego szczeblach, pomagać rodzinom i ludziom, ale państwo miałoby w planowy sposób organizować sieć pomocy oraz dzielić środki na projekty tej sieci. Mogłoby tam nie być miejsca dla organizacji typu „watchdog” – bo ich istotą jest patrzenie różnym władzom i instytucjom publicznym na ręce. Mogłoby zabraknąć miejsca dla organizacji rozwijających różnorodność: bo różnorodność etniczna, orientacji seksualnych, językowa, religijna, lub nie-religina przestałaby pasować do jednowymiarowej wizji świata. Jak w historycznych rzekomo modelach mono-partii, mono-państwa. A wszystko w sosie walki z zasadą różnorodności ośmieszaną poprzez nazywanie jej „multikulti”.

Gdzie zatem będzie przestrzeń dla MOJEGO – NASZEGO PAŃSTWA ? We wszystkich zresztą dziedzinach: od zdrowej gospodarki poczynając, poprzez sam model funkcjonowania państwa, aż po prawa i wolności obywatelskie.

Została oczywiście przestrzeń wolności, która jest w nas – wolnych obywatelach.

Nikt nie ma monopolu na wyłączne definiowanie siebie jako człowieka wolnego. Szanuję odrębności polityczne. Szanuję odrębność polityczną formacji PiS. To norma w demokracji. Ale nie mogę zaakceptować właśnie braku szacunku dla odrębności – dla braku szansy na ucieranie odmiennych wizji w dialogu dla dobra wspólnego. PiS tego szacunku dla odrębności nie pokazał ani razu. A przecież dzisiaj rządzący nie mają monopolu na definiowanie dobra wspólnego. Bo kluczem do definiowania dobra wspólnego jest dialog.

Wszystko, co działo się w ciągu ostatniego roku – jest zaprzeczeniem otwartości, dialogu, szukania dobra wspólnego. I zaprzeczeniem szacunku dla praw obywatelskich, praw tych osób, które nie identyfikują się z żadnymi ugrupowaniami politycznymi – są po prostu obywatelami, i chcą żyć w swoim państwie. I niestety postawa obecnie rządzącej partii jest – przy wszystkich słabościach procesów zmian po 1989 – zaprzeczeniem całego dorobku Wolnej Polski. Zaprzeczeniem destrukcyjnym w praktycznym tego słowa sensie. Bo w Polsce zmieniana jest nie tylko polityka – co normalne w demokracji – ale całe państwo, w jego wszystkich podstawowych funkcjach. To niszczy demokrację, to niszczy wspólne poszukiwanie dobra wspólnego, to niszczy istotę poczucia obywatelstwa.

Polska jest naszą Ojczyzną. I dlatego chcę żyć w Ojczyźnie, gdzie państwo jest bliskie wszystkim obywatelom. Gdzie państwo będzie dla każdego z jego potrzebami, oczekiwaniami, wartościami.

Michał Boni

12 grudnia 2016

Moje Państwo