Internet – Jaka debata jest potrzebna? w Na Temat




Po kilku tygodniach niejasności i trochę grania na czas, pora wrócić do dyskusji nad ochroną wolności w Internecie, ale i szukania rozwiązań dla spraw trudnych: jak zalew fake news, mowa nienawiści czy dostęp do ukradzionych treści. Dlatego warto dalej pracować nad Ustawą o Świadczeniu Usług Drogą Elektroniczną.
Równocześnie jednak widać, że wiele problemów wymaga rozwiązania wspólnego na poziomie Unii Europejskiej. Bo wspólne i podobne są problemy. A ponadto – Internet tak naprawdę jest ponadgraniczny.

Kluczowe są więc następujące działania i zasady:
Po pierwsze: inicjatywa europejska ( posłowie do Parlamentu Europejskiego i partnerzy biznesowi oraz obywatelscy ) wsparta przez Komisarz ds. Cyfrowych, by powołać grupę roboczą, która analizując istniejące przepisy przygotuje rekomendacje działań i zmian prawnych dotyczące usług świadczonych drogą elektroniczną: zdejmowania treści nielegalnych i nieprawdziwych, mowy nienawiści, ale z gwarancją swobody ekspresji i przestrzegania praw fundamentalnych.

Po drugie: w polskiej debacie niezbędna jest przejrzystość konsultacji dyskutowanych rozwiązań. Czy jest projekt i jaki jest jego status: musi być wiadomo, kto jest jego autorem, kto go prowadzi i jaki jest jego cel. Tekst musi być dostępny publicznie – również, a może przede wszystkim on line. Konsultacje muszą być otwarte, wszystkie głosy przedstawione dostępne dla opinii publicznej. Musi być określony czas konsultacji. Po zakończonych fazach konsultacji – obowiązkowa jest publiczna informacja o rezultacie, rozbieżnościach i możliwych wspólnych rozwiązaniach.

Po trzecie: muszą się odbywać otwarte spotkania z partnerami, wszystkimi interesariuszami na temat projektu. Warto kontynuować i rozwinąć dorobek spotkań Ministerstwa Cyfryzacji w tych sprawach z przedstawicielami biznesu, także nadawcami i wydawcami.

Po czwarte: kluczowa powinna być głęboka analiza dotychczasowego funkcjonowania (taki przegląd) w Polsce mechanizmu „notice and take down” z UŚUDE, żeby zobaczyć polskie słabości wdrożenia tej dyrektywy, i zasady jej funkcjonowania w odniesieniu do tego właśnie mechanizmu, czy swoiste luki we wdrożeniu, ale też i obecnie widziane słabości zapisów dyrektywy – co wymagałoby zmian przepisów europejskich.

Po piąte: potrzebna jest analiza wykonalności tej ustawy w zaproponowanym, czy proponowanym w najbliższym czasie kształcie. Gdyby pozostało jako rozwiązanie – odwołanie do sądu: czy sądy mogą wydawać decyzje w 24 godziny: przy skali ruchu, jaka jest w Sieci, przy nieostrości interpretacji wielu spraw ( co jest fake news, co jest opinią, do której wedle zasady wolności słowa każdy ma prawo, ale również – co łamie normy społeczne i zwyczaje), przy braku zaufania do sądów, szczególnie pod rządami nowej ustawy o sądach powszechnych.

Po szóste: nie wolno wyeliminować z walki z fake newsami i mową nienawiści mechanizmów samoregulacji ( np.regulaminy platform i portali) oraz prawa moderatorów do podejmowania decyzji o zdjęciu treści – z jasnym komunikatem publicznym co do reguł. Np.regulamin Facebooka jest publiczny i przystępując do FB zaznajamiamy się z nim i podpisujemy akceptację. Nie ma sensu czekać na zgłoszenie, że coś łamie reguły i opóźniać zdjęcie treści – jeśli ktoś pod cudzym tekstem jako post buduje np.wezwanie do ataku terrorystycznego. Wszędzie na świecie samoregulacja w tej dziedzinie jest istotna. Bywa, że ograniczeniem jest reguła moderatora, że udostępnia publicznie tylko opinie z podpisem, nie anonimowe. Takie rozwiązanie jest możliwe tylko poprzez samoregulację, nie powinno być prawnym obowiązkiem w każdej sytuacji.

Po siódme: jest jasne, że trzeba rozwijać formy aktywności użytkowników co do zgłaszania łamania prawa ( jak w Europejskim Kodeksie Postępowania dotyczącym mowy nienawiści) i otwierać się na ich opinie dotyczące przekraczania granic prawnych i norm społecznych oraz wartości. Pełen szacunek dla praw użytkowników, rozwijanie ich odpowiedzialności za treści – są kluczem. Tak, jak i budowanie sieci podmiotów zaufanych zgłaszających problemy – to rozwiązanie z Kodeksu wdrażane powoli w całej Europie ma wielkie znaczenie dla świadomości obywatelskiej tego rodzaju problemów. W żaden sposób tą drogą nie można otwierać bezkarności dla fali postaw nienawistnych pod hasłem prawa do swobody ekspresji.

Po ósme: koniecznie należy zanalizować dyskutowane zapisy pod kątem ich zgodności, czy niezgodności z unijnymi pracami nad prawem autorskim. Chodzi o prawa ujmujące zdejmowanie treści zamieszczonych nielegalnie w określonych prawnie sytuacjach oraz wysiłek na rzecz obejmowania tych treści licencjami. Prawo wydawców – czy to „papierowych”, czy cyfrowych do kształtowania linii programowej wydawanych i udostępnianych treści jest oczywiste i powinno prowadzić do poprawy jakości dziennikarstwa. Pluralizm mediów musi być zapewniony poprzez swobodę kształtowania się modelu rynku – różnorodnego. Co prawda przeczą temu w Polsce zapowiadane rozwiązania dotyczące tzw.repolonizacji mediów, zwanej dekoncentracją. Wtedy na przykład pojawią się możliwe zagrożenia dla swobody kształtowania postawy reprezentowanej przez wydawców w Internecie, choćby przez Onet.pl.

Po dziewiąte: warto byłoby dyskutować rozwinięcie zasady „notice and take down” ( ścieżka reklamowania), żeby skutecznie zdejmować treści łamiące prawo, ale i te, które naruszają czyjeś dobra osobiste oraz powszechnie przyjęte normy. Problemem w świecie „fake-news” i hate speech jest brak szybkiej reakcji i decyzji co do zdejmowania kwestionowanych treści, a nie reguły ich przywracania. Problem tkwi w tym, co jest a co nie jest określone jako złamanie prawa – w polskim prawie karnym ( trzeba je więc ujednoznacznić) za poniżanie, hejt, słowną i fizyczną dyskryminację wobec niepełnosprawnego nie ma możliwości ścigania oraz ukarania. Ponadto jest wiele obszarów pośrednich, niejednoznacznej interpretacji – dlatego samoregulacja i współpraca z użytkownikami są lepsze, niż sztywne ramy wyznaczone wyłącznie przez prawo.

Po dziesiąte: niezbędne jest systemowe i kompleksowe rozwiązywanie problemów. Właściwie potrzeba eko-systemu dla tych działań Dlatego potrzebna jest edukacja medialna dzieci i młodzieży, niezbędna jest polityka przeciw dyskryminacji, ksenofobii, nietolerancji. W wielu tych sprawach potrzebna jest też jasna moralnie i prawnie postawa władz publicznych. Jeśli nie potępia się dyskryminującej, czy grożącej życiu mówię nienawiści – to tworzy się ciche przyzwolenie na takie zjawiska. Konieczna jest współpraca stron – użytkowników i administratorów. W wielu wypadkach ważne jest raczej przekonywanie i działanie – niż kary np.50 mln euro, jak w Niemczech jako antidotum na zalew fake news.

Po jedenaste: często akcje nienawiści i zmasowane ataki fake news związane są z wojną dezinformacyjną, z wojną hybrydową ( gdzie słowa stają się bronią). Za tym stać mogą organizacje przestępcze czy swoiste „państwa zbójeckie”, jak Rosja, Turcja, czy państwo terrorystyczne ISIS. Wspólnie – w krajach członkowskich i na poziomie Unii Europejskiej trzeba szukać rozwiązań. Piętnować i odsłaniać prawdę o tych zjawiskach, jak promować analizy możliwego wpływu Rosji na wyniki wyborów w różnych krajach. Jako kontrę – pokazywać to, co prawdziwe. To wszystko oznacza budowanie odporności na dezinformacyjny fałsz. I lepiej to robić z regułami wspólnymi dla całej Unii.

Po dwunaste: koniecznie trzeba myśleć o ewentualnych, wiarygodnych instytucjach publicznych, rozjemczych, czy patronujących tym sprawom i wspomagających rozwiązywanie kwestii spornych. UKE, czy KRRiTV nie cieszą się zaufaniem publicznym o powszechnej skali. Dlatego nie mogą dzisiaj spełniać takich rozjemczych funkcji. Może na przyszłość trzeba znaleźć zupełnie nowe rozwiązanie – na pewno nie cenzorskie, i wiarygodne. W Wielkiej Brytanii kiedyś połączono nadzór nad mediami i sprawami elektronicznymi powołując tzw. OFCOM. Czy to dobry wzorzec – należy zanalizować.

I po trzynaste: powinno się rozwinąć i wzmocnić walkę z fake-news i mową nienawiści w Sieci, ale już od zaraz – warto rozpowszechniać dobre praktyki i wzmacniać korzystanie ze skutecznych narzędzi wypracowywanych przez partnerów w Sieci, w różnych krajach. To lepsze, niż niesprawne ramy prawne.

O tym i w taki sposób – powinna się toczyć debata na temat spraw związanych z usuwaniem treści w Internecie, bez budowania cenzury i we współpracy ze wszystkimi partnerami.

Michał Boni
8 września 2017